Odkąd nie mam co czytać, zacząłem pisać ;)

Prawie dziesięć lat temu, wpadła mi do ręki książeczka, wybitnego- jak się później dowiedziałem, jezuity- O. Józefa Warszawskiego[1]– „Myśl jest bronią. Rozważania”. O. Warszawski, który był kapelanem jednego z oddziałów powstańczych podczas, powstania warszawskiego (konspiracyjny pseudonim- O. Paweł) został zesłany, wraz z innymi jeńcami, do obozu w Niemczech, w miejscowości Sand Bostel. Książeczka ta, to rozważania adwentowe, swoiste rekolekcje, które O. Warszawski głosił. Rozległość, głębokość przemyśleń, a przede wszystkim gorący patriotyzm, oraz poczucie realności i merytoryczna krytyka naszych wad przebija z każdej karty tej książki. Jest tam wszakże myśl istotna, która utkwiła mi w głowie i można powiedzieć, dokonała mentalnego przełomu, w moim podejściu do życia, do świata i do ludzi. Jest to myśl przewodnia, „light motiv” przewijający się przez cały czas rozważań. Myśl ta jest prosta, a zarazem bardzo głęboka: „Jestem centrum-, którego całość jest częścią- coraz to wyższych całości- w hierarchicznym uwspółrzędnieniu”.
Na początku było mi trudno zrozumieć, co o. Warszawski miał na myśli, jednak z czasem, gdy zaczynałem wczytywać się w to zdanie uświadomiłem sobie, że to istotnie prawda. Wszakże jestem centrum! Jestem dla siebie samego, bytem i rzeczywistością! Jestem dla siebie wszechświatem! Realnością! Gdy kończy się moje życie, kończy się znany i odczuwalny dla mnie świat. No tak, ale poprzestać na tym to egoizm, i w konsekwencji hedonizm, który prowadzi do postaw aspołecznych.

Dlatego te centrum, czyli ja jest też częścią, innych wyższych całości, a wszystko w hierarchicznym uwspółrzędnieniu. W dzisiejszym, zdemokratyzowanym, liberalnym świecie, słowo „hierarchia” jest niemodne i niepopularne. Kojarzy się z wstecznictwem, kołtuństwem, reakcją, a przecież to słowo jest kluczowe dla naszego podejścia do życia. Wszak wszystko ma, powinno mieć, hierarchię wartości. Coś ważniejsze, coś mniej ważne. Jedne rzeczy stoją na czele, a z innych się rezygnuje.

Jest takie przysłowie ludowe, a w przysłowiach, często niedocenianych, zawarta jest mądrość, przekazywana często z pokolenia na pokolenie; „nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe”. W zasadzie można by powiedzieć, że kierując się tą normą postępowania w życiu, w relacjach międzyludzkich, osiągniemy ideał, pełną harmonię. W naszym kręgu cywilizacyjnym i kulturowym powinna obowiązywać przekazywana nam z pokolenia na pokolenie, dworność i łagodność względem kobiet, szacunek dla starszych, poczucie honoru, uczciwości, lojalności, szczerości, bezinteresowne poświęcenie się dla wyższych celów. Wynika to, przede wszystkim, z korzeni naszej cywilizacji kultury, tradycji. A jest nią specyficzna moralność, wykształcona w cywilizacjach śródziemnomorskich- Grecji i Rzymu, a także w moralności Judeo- chrześcijańskiej.

Dekalog, powinien być tym podstawowym układem odniesienia- obowiązującym wszystkich ludzi: czcij ojca swego i matkę swoją, nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa, nie pożądaj żony bliźniego swego, ani żadnej rzeczy, która jego jest. W sumie są to proste zasady, prosty kodeks, i gdyby obowiązywał w życiu, albo gdyby ludzie starali się go przestrzegać, to na pewno żyłoby się lepiej i godniej nam wszystkim. Ale, niestety to utopia i nigdy tak nie będzie, żeby wszyscy(!) mogli tak żyć. Wszakże, wg wybitnego filozofa Leibniza, Bóg nie sprawia zła, ale je dopuszcza. Dopuszcza minimum zła, jakie jest w świecie stworzonym możliwe. Świat, gdzie nie byłoby zła w ogóle, byłby zapewne możliwy, lecz musiałby to być świat zaludniony przez pozbawione woli automaty[2].

Zatrzymajmy się na chwilę nad „normą”- czyli obowiązującą zasadą, powszechnie przez wszystkich przyjętą i stosowaną. Wg słownika wyrazów obcych norma, to: „ustalona, ogólnie przyjęta zasada, reguła, wzór, przepis; w etyce: zasada postępowania, dyrektywa wyznaczająca obowiązek określonego zachowania się w określonej sytuacji przez odwołanie się do odpowiednich ocen i wartości moralnych”[3]. No, tak, ale zasady postępowania w społeczeństwie czy stosowanych przez społeczeństwo norm, podlegają fluktuacji, ulegają zmianą itd. Kto ma decydować

o tym, co jest dobre, a co złe? Mało tego, na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci można zaobserwować, że te „normy” podlegają dość szerokiemu poszerzeniu. Przykład: jeszcze w latach 70, 80 ubiegłego wieku homoseksualizm, uważano za dewiację, zwaną „pederastią’, bądź „sodomią”. Dzisiaj powszechnie się uważa, że jest to normalne zachowanie, nie tylko nie napiętnowane, ale wręcz odnosi się wrażenie, że jest to „trendy”! Tak, homoseksualizm jest na topie, jest zjawiskiem snobistycznym, wręcz niektórzy snobują się na ten zespół zachowań. Podczas jednej z tzw. „parad równości” ówczesny vice- marszałek sejmu, prof. Nałęcz powiedział, że „na ten dzień specjalnie zostanę gejem”[4]. Nie chcę wchodzić tutaj w większe wyjaśnianie tego zjawiska, bo po pierwsze nie czuję się kompetentny, by weryfikować czy homoseksualizm to choroba, czy dewiacja[5] seksualna z powodu takich skłonności, poza tym nie należy to do meritum rozważań. Chodzi mi o ukazanie pewnego mechanizmu, który istnieje, a w procesie tym uczestniczą, bądź wykreowane autorytety, bądź media, to zaprzeczenie wolności słowa, czyli „political corectnes”; mechanizm ten to powszechne poszerzanie normy, brak jakiegokolwiek poszanowania dla świętości, relatywizacja wszystkiego, ponadto permanentną krytyką, czy wręcz krytykanctwo jakiegokolwiek tradycyjnego czy przejawów tradycyjnego funkcjonowania społeczeństwa. Doszliśmy do takich absurdów, że ludzie nie czytają nic, z wyjątkiem gazet, które przecież nie odzwierciedlają rzeczywistości, ale ją opisują, są refleksją redaktora na temat rzeczywistości, bo dany dziennikarz czy redakcja, dokonuje skrótu materiałów, „obrabia” tę informację, często mając przecież też swoje zdanie, swoje poglądy polityczne etc. W świetle tego, co powyżej napisano, pewne dzienniki w telewizjach prywatnych, nie powinny się nazywać „Informacjami”, a „Komunikatami”- bo są opisem rzeczywistości „a posteriori”; „doświadczeniem” i to subiektywnym, redaktora, dziennikarza. A ludziom tak wygodnie, nie muszą dociekać, wnikać w istotę rzeczy.

Dla Katolika, Chrześcijanina, nawet niepraktykującego[6], ale znającego zasady etyki chrześcijańskiej, sytuacja jest prosta, a przy tym jasna i klarowna. To normy i zasady naszej wiary, są wewnętrzną busolą dla każdego z nas wierzących. Te, zasady, wiara i pewna obawa, że ktoś nas widzi, obserwuje, zna nasze myśli, jest najlepszym zabezpieczeniem przed postępowaniem amoralnym, czyli wbrew ogólnie przyjętym normom. Żyjąc bez norm, bez nakazów, zakazów „Nieba gwiaździstego nad nami, a prawa moralnego w nas”, dochodzimy do punktu, że źródłem samorealizacji człowieka jest schlebianie własnym przyjemnościom. Założenie, że celem życia jest przyjemność, to doktryna godna świni; lepiej być niezadowolonym człowiekiem niż zadowoloną świnią.[7] Ludzka natura- wg Kościoła- jest zepsuta i skażona po grzechu pierworodnym, ergo- człowiek jest zły z natury, zło tkwi w nim, a istotą walki ze złem, czyli tak zwanym „uświęcaniem się” jest walka, ze swoimi skłonnościami, instynktami, z tą bestią w sobie. „Społeczność ludzka dzieli się, pod względem duchowego usposobienia, na dwie połowy; to jest: na ludzi dobrej i złej woli. Oba te zastępy z pozoru nie różnią się od siebie: bo i Ludzie dobrej woli nie zawsze są cnotliwymi i bogobojnymi; owszem, bardzo często bywają podobnie występnymi i złośliwymi jak i pierwsi. Wszakże w gruncie serca znajduje się między niemi [sic!] Niezmiernie wielka różnica:, bo ludziom dobrej woli dosyć pokazać prawdę i światło, dosyć zawołać, dosyć ręką skinąć na nich, że tak powiem, a natychmiast wyrzekają się fałszu, błędów i występków, i jak ogień rzeczy palnych, tak się oni chwytają prawdy, światła i cnoty, mocno przy tym żałując za dawne postępki swoje. Właśnie takimi ludźmi byli: pierwsi apostołowie, Mateusz celnik, Zacheusz, Magdalena, dobry łotr, Św. Augustyn i niezmierne mnóstwo tymże podobnych (…) Ale zupełnie przeciwnie dzieje się z ludźmi złej woli! Ci na sam widok światła kryją się, prawdy nienawidzą, a z cnoty szydzą (…) Prawda zapala ich gniewem i nienawiścią ku niej; a kara boża zatwardza ich w uporze i czyni tym zaciętszymi jej wrogami. Oni się tym większą zapalają złością i do tym większej posuwają się przewrotności, im prawda jest oczywistszą, im oni stają się nie zdolniejszymi do zaprzeczania jej (…) To też takich ludzi nie nawracają do Boga żadne cuda, ani żadne kary Boga (…) Dysputowanie z takimi ludźmi jest podobne do wojowania z wiatrem albo do kopania rowu na wodzie (…) Smutna to i nader smutna prawda, lecz prawda, że złość ludzi złej woli równa się złości szatańskiej, (…) Bo w samej rzeczy jak diabeł tak oni prawdę udawają za fałsz,  światło za ciemności, cnotę poczytują za występek; a zaś gwałtem chcą żeby występek był cnotą, ciemność światłością, a fałsz i kłamstwo prawdą; pragną żeby po śmierci nie było ani kary, ani nagrody, i bardzoby życzyli sobie żeby nawet i Boga nie było!”[8]

Ale przecież Boga nie ma! „Bóg umarł”, jak mawiał Nietsche! Problem w tym, że żyjemy w czasach postmodernizmu, albo wręcz „postpostmodernizmu”! W „negacji negacji”! Nawet XIX wieczni ateusze negując Boga, nie negowali, swoistej „ludzkiej” moralności, co dzisiaj nie jest już tak oczywiste! Radykałowie XIX wieku mówili, że Bóg jest hipotezą zbędną, którą trzeba odrzucić, ale w etyce nic to nie zmienia, bo moralność i społeczeństwo wymagają, aby istniały aprioryczne wartości, aby „a priori” było pewne, że należy być uczciwym i sprawiedliwym. Boga nie ma, ale nakazy moralne są takie same, jak gdyby był[9].

Sęk w tym, że religia jest na każdym kroku rugowana, prześmiewana, a media lansują styl bycia, mówiąc delikatnie, odbiegający od zasad naszej moralności. W konsekwencji mamy taką sytuację, że ludzie pozbawieni tej swoistej busoli wewnętrznej, wpadają do sekt, popełniają samobójstwa, nadużywają alkoholu, bądź narkotyków etc. Może upraszczam i uogólniam, ale coś w tym jest. Ktoś mógłby zarzucić, żem nieoczytany, ale erudycja Newmana też była znikoma. Nie znał krytyków poznania, w szczególności Kanta. Myśl kontynentalną znał mniej jeszcze, niż wypadało Anglikowi wiktoriańskiej epoki[10]. Wiele wybitnych autorytetów twierdzi, że mamy swoisty kryzys wartości. Problem tego kryzysu jest złożony. Nakłada się nań wiele rzeczy. Obniżenie umysłowości i niechęć do logicznego myślenia i wyciągania wniosków z popełnionych błędów. Nie uczymy się na swoich błędach, choć Otto von Bismarck powiedział, że „głupcy uczą się na swoich błędach, istotą jest uczyć się na błędach cudzych”! W konsekwencji, ludzie wiedzę czerpią z gazet i mediów, gdzie mają podaną tendencyjną, jednostronną , a często i wybiórczą wiedzę o świecie! Kiedyś, będąc jeszcze na studiach na Akademii Pedagogicznej, ukułem taką swoją prywatną maksymę: „Czym się różni prawda od prawdy historycznej? Mniej więcej tym, czym fakt, od faktu prasowego”. Imponują nam „mędrki”, ludzie kreowani na autorytety, nie chcemy samodzielnie myśleć, więc łatwiej nami manipulować! Wg wybitnego pisarza i według mnie bardzo niedocenionego myśliciela, Józefa Mackiewicza: „tylko poprzez porównanie dochodzi się do wiedzy obiektywnej”, zatem „tylko nauka porównawcza jest nauką ścisłą”[11]  ; „pouczenie to próbuję zachować do dziś jako drogowskaz, gdyż wydaje mi się jedynie słuszną metodą przy ocenie wszelkiej, dostępnej człowiekowi prawdy”[12]. Z drugiej, jednakże strony można powiedzieć, że nie ma żadnej wyraźnej granicy między przednaukowym, potocznym doświadczeniem, zarejestrowanym w obiegowym języku, a teoretycznymi konstrukcjami wiedzy nowoczesnej. Nauka jest dalszym ciągiem tej samej skrótowej i symbolicznej systematyzacji doświadczenia, którą uprawiają ludzie żywiołowo w całej historii i której organizacja słowna daje wyraz. Poznanie jest pewną częścią praktycznej działalności ludzi, odpowiedziami adaptacyjnymi organizmu na całość warunków życiowych i nie ma powodu nadawać mu znaczenia transcendentalnego.[13]

Ważne powinno być poszanowania wartości demokratycznych, tej zdobyczy naszej cywilizacji, której powinniśmy bronić! Oczywiście, nie nadużywając, nie wykorzystując do prywatnych celów, czy do doraźnej gry, bądź korzyści. Tolerancja, pluralizm, jawność, szacunek dla przeciwnika[14]. „Całkowitej prawdy nie zna żaden człowiek na tym świecie. To, co my, ludzie nazywamy „prawdą” jest zaledwie jej szukaniem. Szukanie prawdy jest tylko możliwe w ścieraniu się myśli, zaś ścieranie się myśli jest tylko możliwe w wolnej dyskusji. „Wolność opinii i wolność wyrażania opinii stanowi warunek konieczny umysłowego dobrostanu ludzkości, od którego zależy jego wszelki inny dobrostan”[15]  „(…) Znalazłszy się tedy w świecie uznającym wolność jednostki i wolność myśli, winniśmy czynić wszystko, aby nie zacieśniać horyzontów myślowych, a je rozszerzać; nie zacieśniać dyskusji, a ją poszerzać”.[16]

U Mackiewicza też odnajdziemy to odwołanie się do naszych korzeni, tradycji: „To, co się obecnie zwie kulturą zachodnią jest spuścizną kultury łacińskiej, krótko: katolickiej”.[17] Powinniśmy starać się o to, żeby raczej zwracać uwagę na to, co nas łączy, a nie na to, co nas dzieli, „(…) Nie tylko prześladowanie w tym krótkim życiu ludzi myślących inaczej niż my jest rzecz okrutną, bo nie wiem, czy nie jest większym zuchwalstwem orzekać ich wieczne potępienie. Wydaje mi się, że tego rodzaju uprzedzanie wyroków Stworzyciela nie godzi się tak przelotnym jak my istotom”[18]. Żyć godnie, żeby można było sobie popatrzeć w lustro, przy goleniu. Życie nie jest męką, ono jest walką i w tym tkwi wielki jego urok. Spadają na nas ciosy, ale nie trzeba się uginać pod nimi.

[1] Józef Warszawski SI (ur. w 1903 roku w Hamburgu – zm. w 1997 roku w Warszawie) – ksiądz, filozof, kaznodzieja, działacz harcerski, profesor rzymskiego Gregorianum, jezuita, kapelan AK, kierownik polskiej sekcji Radia Watykan. Ukończył Gimnazjum Męskie w Ostrowie Wielkopolskim. Podczas II wojny światowej działał w ruchu oporu. Był żołnierzem AK w stopniu majora – ps. Ojciec Paweł. Walczył w powstaniu warszawskim w Zgrupowaniu „Radosław”. Po zakończeniu wojny mieszkał w Wielkiej Brytanii, a od 1950 roku w Rzymie, gdzie został profesorem na Gregorianum, a także przez kilka lat pełnił funkcję kierownika polskiej sekcji Radia Watykańskiego.

[2] Leszek Kołakowski, O co nas pytają wielcy filozofowie, Kraków 2005, str. 69.

[3] Źródło: http://swo.pwn.pl/haslo.php?id=19081

[4] „Choć nie ukrywam swojej orientacji seksualnej, jestem heteroseksualny, to jutro dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego i dla wszystkich osób nietolerancyjnych w Warszawie będę gejem” – powiedział wicemarszałek Nałęcz dziennikarzom w Warszawie podczas konferencji „Różni, ale równi. Geje i lesbijki w Polsce i Unii Europejskiej”; źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,55670,2760023.html

[5] „Słowo „normalność” ma ścisły związek znaczeniowe z „normą”. Mówimy, że wzrost normalnego mężczyzny waha się pomiędzy, powiedzmy 165 cm a 195 cm, że normalnie człowiek ma 10 palców u rąk, a nie 11 itd. Normalny w tym sensie to tyle, co typowy, przeciętny, standardowy itp. Taką normalnością rządzą prawa statystyczne, a dewiacja jest odchyleniem od normy statystycznej, bo dewiantem jest np. mężczyzna o wzroście 225 cm czy 11 palcach u rąk. Gdyby na skutek jakichś przyczyn, 80% mężczyzn miało od 195 cm do 225 cm, to mierzenie sobie 175 cm byłoby dewiacją, podobnie posiadanie 11 palców. Dewiantem bywa się nie absolutnie, ale relatywnie, tj. z uwagi na jakąś prawidłowość statystyczną. Dewiant sam w sobie nie jest ani normalny, ani nienormalny w rozważanym sensie, jest natomiast najzupełniej normalny z uwagi na własną jednostkową konstytucję psychofizyczną.” Jan Woleński ,Normalność i dewiacja ,źródło:    http://www.wyborylewicy.pl/wyborylewicy/index_kom.php?num=71

[6] „Bo wierzyć czy nie wierzyć nie jest w ludzkiej mocy, natomiast jest w ludzkiej mocy szanować zwyczaje ojczyzny. Gdybyście zaś powiedzieli, że zbrodnią jest nie wyznawać religii panującej, to byście sami oskarżyli pierwszych chrześcijan, waszych ojców, a uniewinnilibyście tych, których oskarżacie o wydanie ich na męki”, Wolter, Traktat o tolerancji, Warszawa 1956.

[7] Anthony Kenny, Krótka historia filozofii zachodniej, Warszawa 1998, str.310.

[8] Ks. Antoni Barciński, Droga do prawdziwego spokoju sumienia i doskonałości moralnej, Warszawa 1873.

[9] Władysław Tatarkiewicz, Historia filozofii, t.3,Warszawa 2005, str. 73.

[10] Op. Cit., str. 70.”Nie oddawałem się nigdy studiowaniu tego, co inni powiedzieli o tym przedmiocie. Prorocy nie czytują siebie wzajem”- ibidem.

[11] Józef Mackiewicz, Zwycięstwo prowokacji, Londyn 1983.

[12] Ibidem.

[13] Leszek Kołakowski, Filozofia pozytywistyczna, Warszawa 1966, str. 129.

[14] „Ale czyż ze wszystkich przesądów nie jest najgroźniejszą nienawiść do bliźniego żywiona z powodu jego zapatrywań?”- Wolter, op. cit.

[15] Anthony Kenny, Krótka historia filozofii zachodniej, Warszawa 1998, str.310.

[16]  Józef Mackiewicz, Zwycięstwo prowokacji, Londyn 1983.

[17] Ibidem.

[18] Wolter, Traktat o tolerancji, Warszawa 1956.

Reklamy

One response to “Odkąd nie mam co czytać, zacząłem pisać ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s