Na dzień 1 grudnia

Mickiewicz pod koniec swego życia napisał wiersz, któremu potomność nadała tytuł: „Widzenie – fragment”. Podanie niesie, że wiersz ten trzymał stale na biurku. Jedyny wiersz z całego bogactwa swego dorobku. Znaleziono go przypadkiem po jego śmierci. Jest rzeczą pewną, iż często go sobie odczytywał. Jak gdyby w niej doczytywał się i dogrzebywał jednej z najgłębszych prawd, a może i najgłębszej swego życia.
Cytujemy wyjątek:
„Dźwięk mnie uderzył – nagle moje ciało,
Jak ów kwiat polny otoczony puchem,
Prysło zerwane Anioła podmuchem,
I ziarno duszy nagie pozostało –
I zdało mi się, żem się nagle zbudził,
Ze snu strasznego, co mnie długo trudził.
I jak zbudzony ociera pot z czoła:
Tak ocierałem moje przeszłe czyny,
Które wisiały przy mnie jak łupiny
… i dziwnem widzeniu i światłem byłem i źrenicą razem.
I w pierwszym, jednym rozlałem się błysku,
Nad przyrodzenia całego obrazem;
W każdy punkt moje rzuciłem promienie,
A w środku siebie, jakoby w ognisku,
Czułem od razu całe Przyrodzenie.
Stałem się osią w nieskończonym kole:
Sam nieruchomy, czułem jego ruchy;
Byłem w pierwotnych żywiołów żywiole,
W miejscu, skąd wszystkie rozchodzą się duchy,
Świat ruszające, same nieruchome:
Jako promienie, co ze środka słońca
Leją potoki blasku i gorąca,
A słońce w środku stoi niewidome …”

Lutosławski analizując to „Widzenie”, zestawia paralele między „Boską Komedią” Dantego i wykazuje wyższość odpowiednich ustępów „Widzenia” zarówno pod względem ujęcia jak i pod względem wyrażania prawd i stanów określających najwyższe wzloty ducha u obu wieszczów. Nazywa „Widzenie” niespotykaną w piśmiennictwie perła, perłą nie tylko naszej literatury, ale całej zgoła powszechnej. Mimo to wiersz ten jest jednym z najmniej znanych utworów Mickiewicza.
„Widzenie”!
Co mi ten wiersz mówi?
Mickiewicz sobie go pisał – nie mnie bezpośrednio.
Co sobie wierszem tym chciał wypowiedzieć? Co chciał wyrazić i wdrążyć w świadomość?
„Ziarno duszy nagie”?
Widzę tego olbrzyma ducha nachylonego co wieczór nie nad arcydziełem swoim „Dziadami”, nie nad nieśmiertelną epopeją naszego narodu „Panem Tadeuszem”, nie nad „Księgami Narodu Polskiego”, ani nawet nad żadnym innym ze swych dzieł – a miał ich przecież tyle – ale właśnie nad tym małym niepozornym wierszem, opisującym tak przedziwnie prosto właśnie „ziarno duszy nagie”, dobywającym właśnie je – jakby w olśnieniu wielkiego widzenia – na wierzch świadomości i stawiającym je personalistycznie – bez cienia panteizmu – w okręg toczącego się kłębowiska świata i umieszczającym jego ośrodkującą nas w nas nagość, aż w pobliże Boga.
„Ziarno duszy nagie”
A może to jest owa rzeczywistość, której wyrazu i rzeczy od tak dawna już w sobie szukałem, by się móc wreszcie w czymś jednym ustalić w sobie?
Niektóre prawdy życiowe uchodzą wprost naszej świadomości. Są proste. Są zbyt bezbarwne, by je móc okiem ciała dostrzec. Są tak jak niezbędność powietrza, o której nie wiemy i o którą się nie troszczymy – jak długo brak tej troski nie przyprawia nas o utratę zdrowia, lub o narażenie na szwank życia bądź własnego, bądź bliskich nam istot.
Ziarno duszy nagie!
Świat materialistycznej dialektyki wykreśla to słowo ze szpalt swych leksykonów i głosi nienawiść osobowości. Świat wojującego totalizmu wystawił na szydź wszelką wzmiankę o jakimkolwiek samookreślającym się jednostkowym „ja”, utożsamiającym swą treść z nagim ziarnem duszy. Homunculus retortowy doskonale zrównanych pomiędzy sobą jednostek, bezosobowościowy robot kosmopolityczny – oto ideał demokratyczno – totalistyczny człowieka podawany naszej współczesności do naśladowania.
Ile z takiego pojmowania człowieczeństwa w bliźnim zdążył już bieg czasu wsączyć w świat mej logiki?
Mickiewicz – chłonna dusza polska – nachyla się nad tajemnicą własnego „ja”. W jej rozkoszach się nurza, jak olbrzymi ptak wojującego bez – „izmu” w bezkresie zdobytej prawdy. Uchwytem jej nieuchwytności karmi się i sięga sworzenia własnego wewnętrznego kształtu. Jej dosytem wypełnia brzemię swych dni i wyrównywa całą poszarpaność tego mnóstwa wewnętrznych postaci, które w nim żyły w ciągu życia: skłóconość i wyrównanie Gustawów i Konradów, Wallenrodów i Księży Piotrów.
Cóż mi zaszkodzi nachylić się również co wieczór nad zagadką wewnętrznego człowieka w sobie i zaośrodkować samego siebie w tajniach nagiego ziarna swej duszy? Może obcując więcej ze sobą odnajdę w sobie, czego nie mogę znaleźć poza sobą?

Określiłem siebie samego jako potencjał. Jako ściśle określoną możliwość stania się czymś w dziejach własnego narodu, w wysiłku ogólnym wszechpokoleń ludzkości. Umysłom, które szukają przewodnich orientacyjnych, które pytają o ostateczne kategorie określające ich położenie w całokształcie jestestwa – ta odpowiedź nie wystarcza.
I tu poczyna się problem. Problem wszystkich „izmów”. Problem personalizmu, problem solidaryzmu, problem totalizmu, problem solidaryzmu, problem indywidualizmu, problem totalizmu. Jakimi kategoriami określić jednostkę, by godności osobistej w niczem nie umniejszyć, by równocześnie, jej obowiązkom społecznym nie odjąć sankcji nadrzędnej w stosunku do jednostkowości, by wreszcie jej nie rozbić na dwie niesharmonizowane ze sobą, a w tym samym podmiocie tkwiące istoty: na człowieka „jednostkę indywidualistyczną” i na człowieka „istotę społeczną” – lecz by wszystko zgodnie sharmonizować w świadomości, tak jak wszystko jest sharmonizowane w istocie samego człowieka.
Jestem centrum – którego całość – jest częścią – coraz to wyższych całości – w hierarchicznym uwspółrzędnieniu.

Reklamy

One response to “Na dzień 1 grudnia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s