Na dzień 2 grudnia

Żeromski, jedna z najbardziej tragizmu pełnych postaci naszego świata literackiego, pisarz – myśliciel wikłający swych bohaterów w najgłębsze, bezdna i beznadziei pełne konflikty, największy chyba ze współczesnych nam i jemu problematyk – realista, trudzący się boleśnie około zagadki duszy i psychiki polskiej, człowiek, którego proces wewnętrznego rozwoju biegł krańcowościami „nienasyconego serca” i krnąbrnościami nieuładzonej duszy polskiej, który się zdawał być uosobieniem niedocieczonych wątków i niedośpiewanych pieśni „syzyfowych prac” i „rozdartych sosen” – ten, mimo wszystkie pozory dojrzewał jednak sam w sobie powolnie a przeogromnie. Krystalizował się w sposób chyba jedyny w naszych dziejach. W sposób który niejednemu już był wzorcem, niejednemu przykładem.
Tajemnicę swej krystalizacji wewnętrznej zdradza nam – niechcący może – w pouczeniu górala z „Popiołów” dane Rafałowi w więzieniu.

„Jakek wyzył? He, bracie, powiem jako… cobyś wiedział:
Syćko przetrzymiesz, ino Trza wiedzieć sposób.
Na jedno musisz przystać: Abo się głodem zamórz, łęb Se o mur ozwal, Abo, kieś chłop, kie mas siłe w zylak i kościak, to se upatrz takie jedno misce w sobie, chyć się onego pazdurami – i trzym, a powiedz se tak: niekzeta! Niekze… Bij, kie mas wolom… Będzie cie biło rok, będzie dwa. Ty się trzym! Nic nie pytaj. Stępi się to złe, kij mu się na drzazgi ostrzepie, stracy władę i pojdzie se w diasy. Ni dam ci rady, rzece, boś chłop! Insy będzie w sobie tęgi, ale go bieda w miesiąc stępi, bo siły nijakiej nie ma, jako ten pniak w lesie: po wierzchu mocny, ale go kopnij – ozleci się, próchno z niego jak ciasto. Taki se będzie banował a to na nic – to najgorse. Ty się trzym! Choć i płono, choć i boli…
Wytrzymiesz, nie bój się nic. Ha, kiej już telo zdolesz wytrzymać, to się w tobie, bracie, siła zsiednie, jak krzemień. Włada na cie przyńdzie telo, co każdej biedzie do gardła skocyz… A zdusis! Hej!”

Czyż to nie tajemnica stawań się Żeromskiego ubrana w nieugiętą pierwotność góralskiej gwary?
Rodzimy prototyp „zaośrodkowanej w pełni w sobie” jednostki kreślony ręką mistrza. Wszystko w tym obrazie jest proste. Wszystko wyraziste. Każdy rys zrozumiały a sięgający mimo to podstaw najgłębszych naszego wewnętrznego sam na sam ze sobą bytowania.
A jak przemawia pierwowzór tego „zaośrodkowania w sobie”, które tak niezwykłe właśnie przez swą zwyczajność i prostotę ujawniającą się w okolicznościach jakby najzupełniej codziennych, codziennie znajdujących zastosowanie i dlatego dających się naśladować. Zda się, czytając ten ustęp, że duszy naszej, duszy polskiej w nas, dotyka przyzywana przez nią najogromniej moc – spokrewniony najdogłębniej ton najwyższych napięć. Iż wionął i ogarnia duch, który najbardziej jest potrzebny i niezbędny.
„Upatrz se takie jedno miejsce w sobie, chyć się onego pazdurami – i se trzym.”
Tak. To Żeromski woła w nas. To on wypowiedział wołanie duszy polskiej w nas. To właśnie on wypowiedział nasz najbardziej podstawowy brak.
Jakby to dobrze było począć czytać autora „Dziejów grzechu” pod tym właśnie kątem widzenia.
W pewnym znaczeniu przecież cała twórczość Żeromskiego, to silenie się o dojrzałość własnego „ja”. Czyż nie we wszystkich swoich powieściach zmaga się z problemem wyrazistego i ściśle określonego „ja”? Czyż nie kusi się o rozwiązanie zagadki jego zaistnienia, jego rozwoju, jego dokonanego szczytu? W „Judymie” nie mniej nisz w „Judaszu”, nie mniej niż w „Siłaczce”? Czyż nie wieńczy całej galerii swych osób – jaźni wzorcem postaci nad postacie ukutej z jednej bryły, a niesionej przez wewnętrzne, sobą władne i świadome swych zadań „ja” – „Dumą o hetmanie”?
Zapatrzę się w obraz silącego się ze sobą zmagania o wyraz polskiego kształtu osobowościowego, o wyraz polskiego wzorczego „ja” dla współczesnej jednostki. Zasłucham się w odgłosy nadludzkich, wewnętrznych starań się Żeromskiego ze samym sobą i ze współczesnym mu człowiekiem polskim, w których walczy o dojrzałą krystalizację i formę krystalizacyjną takiego polskiego „ja”, „ja” zdolnego zdeptać hydrę anarchizmu i wichrzycielstwa polskiego, „ja” zdolnego określić i stworzyć pozytyw współczesności polskiej –
I zapytam samego siebie: jak w przyrównaniu z tymi wysiłkami, z tymi postaciami, wypada wysiłek mego „ja”? wypada polskość mego „ja”? wypada dokonana krystalizacja własnego ja?

Dynamizm jest prawem jestestwa. Wszystko co jest, porusza się. I o tyle istnieje. Zarówno nieożywiona materia, jak i ożywiona. Na im wyższym zaś stopniu hierarchii bytu znajduje się jakieś jestestwo, tym rodzajowo wyższym stopniem ruchu się odznacza. I odwrotnie: im bardziej brak mu ruchu, im mniej ujawnia wyższych kategorii ruchu w swym żywiole, tym niżej stoi, na tym niższe opada szczeble drabiny bytu.
Centrum jest ośrodkiem statyki i dynamiki w każdym z nas. Tzn. powinno być…
Poto mnie gną, bym raz się odważył nie być bezustannie przedmiotem ich swawolnej czy fatalnej gry…
Ile mój dynamizm biologiczny posiada już we mnie ośrodka osobowościowo – decyzyjnego?
Osobowość – diadem najwyższy w koronie człowieczeństwa!
Świat cały jest ruchem i zło w nim również jest ruchem. Ile ten ruch mnie niesie i pędzi, a ile ja jestem ośrodkiem w nim? Ośrodkiem działającym w kierunku dobra?

Advertisements

One response to “Na dzień 2 grudnia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s