Na dzień 3 grudnia

Stanisław August!
Czy był piękniejszy nadeń król wśród królów polskich?
Wykwintny, esteta, człowiek sztuki, człowiek salonu, człowiek nauki. Jego zbiory, choć w strzępach jedynie się ostały, będą mówiły wiekom, co Polska może w dziedzinie sztuki i nauki zrobić. Sapere ausis – jest chyba najpiękniejszym dokumentem epoki. Jeżeli zestawimy tę epokę z okresami bezpośrednio ją poprzedzającymi, to trudno uniknąć wrażenia, jakoby stanowiła przejście z pewnej ciemnoty w wielką jasność i w rodzaj słoneczności nadającej blask naszym dziejom.
A jednak – cały ten blask, mimo iż nie był kłamany – kłamał. Cały ten rozkwit, cała ta świetność, mimo iż stanowiła podglebie ówczesnej kultury – urastała bagnem.
Ten najpiękniejszy z naszych królów był najbardziej upadlającym się kochankiem carycy. Za pieniądz i opiekę, za grosz wyżebrany od możnej opiekunki, a następnie przegrywany w ciągu jednej czy kilku nocy, sprzedawał wszystko. Sprzedawał włości. Sprzedawał własną cześć i honor. Sprzedawał najczulsze więzy – łzy mając w oczach. Sprzedał w końcu własną ojczyznę – łamiąc się z bólu nad własnym czynem.
Stanisław August – bolesna karta, najboleśniejsza może stronica naszych dziejów.
Zastanowię się nad nim. Zastanowię się nad jego epoką – może właśnie nad taką, jak ją karykaturalnie przedstawia Zbyszewski w „Niemcewiczu od przodu i tyłu”, względnie jaką ją znamy ze zgryźliwości pełnej „Genealogii teraźniejszości” Świętochowskiego.
Czego im brak – tym ludziom reprezentującym naonczas Ojczyznę Czego im było brak ze Stanisławem Augustem na czele? Względnie – ile ja do nich jestem podobny?

Wyrazy takie, jak oś, ośrodek, punkt, wyrażają w swej treści jakby z „niezmienności ukutą jednolitość i stałość”. Słowo osobowość jest z rzędu tych wyrażeń. Jego treść opiera się na jednolitości i stałości. Bohater wtedy jest wielki, gdy jest stały, gdy w nim nie ma pęknięć ani skaz, gdy idzie drogą od początku do końca jedną i tą samą. Gdy idzie pełen odpowiedzialności za zadanie, którego się podjął. Gdy mimo słabości dufnej w siebie wolnej woli, owszem poprzez nią i poprzez fale wahań, które się dobywają z żywiołu jej nieustalonej głębi, pozostaje wierny pierwszej swej wielkości. Gdy na przekór wszystkim zniekształceniom i plamom paczącym karykaturalnie wymarzony w dniach młodości ideał o sobie zmaga się – wierny do ostatka.
Tak: wierny sobie!
Czuję całą odpowiedzialność nabrzmiewającą w tym wyrazie, odpowiedzialność wobec tych, co idą po mnie i których ja będę ojcem – biologicznie lub humanistycznie. Odpowiedzialność wobec konsekwencji rodzącej się z osobistego czynu i jego następstw, jego przekleństw lub jego błogosławieństw.
Za jedną rozkosz opilstwa Holofernes zapłacił głową. Za jedno wahanie się Kunktatora zapłacił Rzym klęską pod Trebią. Za jedną noc spędzoną z „niewierną” zapłacił bohater „Krzyżowców” złamanym na zawsze życiem.
Jaka jest stałość mego „ja”? Jak wygląda jego jednolitość i niezmienność? Czy świat mej statyki psychicznej, mych przekonań, mego na świat poglądu, posiada swoje niewzruszone centrum we mnie? Czy świat mej całożyciowej dynamiki wywodzi się z jednego, świadomego siebie i swego kierunku wewnętrznego „ja”?
Będę wykuwał własne „ja”. Będę ogniskował własną w sobie jaźń. Będę ośrodkował się sam w sobie. Zawrę się mocą we własnym wnętrzu. Chcę być siłą i siłaczem. Chcę wystąpić dojrzałym podmiotem w życiu. Chcę stać się sobą. Za wszelką cenę sobą Osobistym, dojrzałym, władnącym samym sobą „ja”.

Któż to jest Ten, który przybywa z Edomu, z Bosry idzie w szatach szkarłatnych?
Ten wspaniały w swoim odzieniu, który kroczy z wielką swą mocą?
To Ja jestem tym, który mówi sprawiedliwie, potężny w wybawianiu.
Dlaczego krwawa jest Twoja suknia i szaty Twe jak u tego, co wygniata winogrona w tłoczni? Sam jeden wygniatałem je do kadzi, z narodów – ani jednego nie było ze Mną.
Tłoczyłem je w moim gniewie i deptałem je w mojej porywczości. Posoka ich obryzgała Mi szaty i poplamiłem sobie całe odzienie. Albowiem dzień pomsty był w moim sercu i nadszedł rok mojej odpłaty. Rozglądałem się: nikt nie pomagał. Zdumiewałem się, a nie było, kto by podtrzymał. Wówczas moje ramię przyszło Mi w pomoc i podtrzymała Mnie moja zapalczywość. Zdeptałem ludy w moim rozgniewaniu, starłem je w mojej zapalczywości,
sprawiłem, że krew ich spłynęła na ziemię.
[ Izajasza 63, 1 – 6 ]

Reklamy

One response to “Na dzień 3 grudnia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s