Na dzień 4 grudnia

Tragiczną postacią na tronie królewskim Polski był Zygmunt August – ostatni król dziedziczny. Dwa wielkie prądy uczuć i przeżyć walczyły nim i starły się przeciwko sobie: miłość Ojczyzny i miłość ku Barbarze Radziwiłłównie. Jego wewnętrzne „ja” – świadczy o tym historia jego życia – było wyważane raz po raz przez biegunowość odśrodkową tych dwóch prądów. Ulegał raz jednemu, raz drugiemu.
Złym z tych biegunów nie był chyba w zasadzie żaden. I miłość niewieście umiłowanej da się wytłumaczyć w jego życiu jako pozycja psychologicznie usprawiedliwiona. I miłość ku ojczyźnie była w jego uczuciu i woli mimo wszystkie odchylenia zamierzeniem stale wydobywanym na wierzch i raz po raz korygowanym.
Jedno było złe. Nie zharmonizował w sobie napięć powodowanych poprzez te dwa bieguny. Nie zespolił ich rozbieżności w hierarchizującym wszystko „ja”. Jego wewnętrzne „ego” nie chciało być na tyle silne, by wprowadzić ład i hierarchię w skłóconość obydwóch miłości. Przebieg jego życia wykazał, iż dozwolił, by go wyczerpał biegun najbliższy. Pozwolił na sparaliżowanie budzących się potencjałów władczego „ja” przez kobiece gody. Zgodził się czasowo na rolę insekta, któremu pająk ssie miąższ jaźniowy. Rozkoszy poddania sobie i swej słabości sił pijawkowych, rozkoszy zaośrodkowania i wyrównania w sobie napięć wywołanych wypadkami życiowymi i biegunami obcymi, rozkoszy shierarchizowania dwóch czy więcej biegunów w prawidłowym rytmie i biegu około własnego lub wyższego od siebie „ja” – nie zaznał. Nie doznał w pełni.
Zygmunt August. Jednostka na stanowisku społecznym. Jednostka, do której naród ma prawo. Od której może nawet wymagać daniny ofiar z osobistych praw.
Ile jest we mnie z Zygmunta Augusta?
„Miłością narodu ty ugaś miłość tę!” – tak go błagała współczesność. Miłością narodu przezwycięż ty sam siebie – nawoływały wyrzutu pełne spojrzenia tych, co widzieli zgubę tronu w postępowaniu króla.
Ilekroć wołał zbyty hulaszczo obowiązek narodowy mnie złożonemu niemocą niemęskiej miękkości: miłością narodu ty ugaś miłość tę?! Ilekroć snobizmu pełnej pysze mojej woła codziennie czekająca szara praca: miłością narodu przezwyciężysz ty sam siebie?
Zygmunt August – król na tronie Polski – i ja – własnych poczynań jedyny król.
Jak bolesną pomyłką jest czasem życie …

Dwubiegunowość – opiewa zasada rozwoju osobowości – nie samowystarczalna jednobiegunowość.
Dwubiegunowość jest charakterystycznym zjawiskiem we wszechświecie. W dwójnasób w życiu jednostkowej duszy. Vae soli – biada samemu, mówi Pismo św. Cokolwiek istnieje na świecie jest tak założone, iż nie może w pełni opierać się samo o siebie – ale musi dążyć z istoty swej do korelatywnego sobie przeciwbieguna.
„Anoda – katoda”. „elektron – proton”, „mężczyzna – niewiasta”, „słońce – planeta”. Centrum każde jest dwubiegunowe. Takie jest prawo. Nikt tego nie zmieni. A działanie tego prawa – zarówno w martwej przyrodzie, jak w głębiach jednostkowej duszy – są tak samo bezwzględne, jak prawa natury w ogóle. Wydaje się to dziwnym i jakby zaprzeczeniem osobowości we mnie, zaprzeczeniem opierającego się sam o siebie jednostkowego „ja”. Ale, to pozorna tylko sprzeczność. Albowiem by móc dążyć do swego przeciwbieguna, trzeba wpierw samemu w sobie być biegunem.
Uniemożliwia ten proces zbytnia wielobiegunowość. Nastawianie się bowiem na zbyt liczną biegunowość znaczy narażanie się na rozproszkowanie i wyczerpywanie się w napięciach, znaczy zakończyć nie wyrównaniami i pełnią wewnętrznych bogactw, tylko zupełnym niemal wyładowywaniem własnych zapasów i sił.
Niezależnie od tego chcąc stać się w pełni biegunem, należy dążyć do swego przeciwbieguna, gdyż tylko napięciami wywoływanymi przez jego obecność, rośnie własne „ja”. A ktoby chciał zamknąć się sam w sobie i wyjąć z pod działań biegunowości, ten zubożyłby się o swoją najlepszą cząstkę. Nie ma na świecie samowystarczalnej jednobiegunowości osobistej. Błogosławiącej mocy swego przeciwbieguna, względnie jego niweczącego wpływu, dozna każdy na sobie – i to wielokrotnie w życiu.
Kto raz został wstawiony w jego wiry, ten mu się nie wymknie za byle opłatą. Prawo biegunowości, prawo napięć polarnych odbywające na wierzch duszy najgłębsze jej tajnie i władające wszelką jaźnią – przekreśli i rozłoży wszystkie indywidualistyczne teorie i dążności, które się w złogach jego psychiki rozpleniły niby prawdy.
Przebiegnę własne życie kontrolując odcinek biegunowości i napięć w nim. Przebiegnę wszystkie przyjaźnie, miłości, wszystkie stosunki, koła i zespoły, wszystkie stowarzyszenia, prace społeczne i prace dla ojczyzny i zbadam przebieg biegunowości w tych wszystkich objawach mej tajni wewnętrznej.
Która z tych biegunowości spaliła moje „ja”? Która odpadła biegunowo nie wywoławszy płodnych napięć i wyrównań? Która przyniosła mi wyrównanie? Co mam czynić, by przyszłe bieguny, z którymi się zetknę, były mi odpowiednikiem wzajemnego doskonalenia się.

Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.
Ewangelia wg Św. Łukasza; 12; 49 – 53

Reklamy

One response to “Na dzień 4 grudnia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s