Na dzień 5 grudnia

Czołowym poetą – problematykiem, który w swych utworach sili się o rozwiązanie problemu i zagadki Boga, jest niezaprzeczalnie Kasprowicz (członek tajnej Ligii Narodowej – P.S.). Tak szalonych rozchyleń i rozdwojeń religijno – uczuciowych jak hymn „Święty Boże”, i zbiorek „Mój świat”, tak przeciwstawnych sobie poglądów na Boga jak kasprowiczowski „Bóg – Wielki Szatan” i „Bóg – Wielki Gazda” nie znajdujemy u żadnego z naszych poetów. Nawet mickiewiczowskie „krzyknę żeś Ty nie Ojcem świata, ale carem” – nie wytrzymuje porównania mimo kulminacyjnej pointy „Dziadów”.
Owocem tych sileń się Kasprowicza była w pełni ukończona dwubiegunowość, dwupolarność Kasprowicza i Boga, oddana plastycznie w „Moim świecie”. Zmagania się jego wewnętrznego „ja” z zaświatowym „Ja – zagadki Boga”, zrodziły wyrównany dwustosunek poety i Boga, nie zacierający ani odrzucający panteistycznie, względnie ateistycznie, śladem wielu, którykolwiek z obu biegunów – „ja – Bóg” „Bóg – ja” – lecz rozwiązujący krańcowość ich napięć w doskonale sharmonizowanym obustronnie finale: uszczęśliwiającego stworzenie swoje przez ból i miłość Stwórcy. „Bądź pozdrowiony Rozdawco cierpienia…”
Noc przełomową tych sidleń się Kasprowicza oddaje Adam Grzymała – Siedlecki w felietonie umieszczonym w jednym z numerów „Kuriera Warszawskiego”:

„Było to 25 lat temu. Byliśmy w jednym pokoju we Lwowie. Dyskutowaliśmy aż do późna w nocy. Znużony położyłem się spać. Po przespanej nocy zbudziłem się i – oczom nie chciałem wierzyć! Jan siedział na krawędzi łóżka tak, jak go wieczorem zostawiłem. Siedział przygięty z wyrazem twarzy zaciętym, bladym, jak gdyby powiel kim trudzie i wielkim znużeniu. Przystąpiłem doń w milczeniu, położyłem mu dłoń na ramieniu. Długo nie odpowiadał. W końcu mi rzekł – a w słowie jego drżała cała pełnia przeżytej nocy i przeżytego życia: A ja ci mówię – że on jest”.

„A ja ci mówię, że on jest.”

Wmyślę się w duszę Kasprowicza, w jego przeżycie Boga i zapytam siebie: „Jaki” jest mój trud około problemu Boga? Problemu nierozwiązanego jeszcze w świecie moich myśli?
Com winien uczynić, by nigdy nie zapomnieć o tej Rzeczywistości, która jest największa ze wszystkich rzeczywistości – Bóg?


Wszystkość jestestwa posiada również swoje centrum. „Centrum centr” wszelakich. Centrum – do którego ostatecznie wraca wszystko co zeń wyszło. Centrum Centr – oś niewidzialna a władnąca wszystkim w wielkim Kołobiegu Bytu.
Centra bowiem są nie tylko dwubiegunowe – lecz i pochodne. Centra znajdują się do siebie w stosunku nieodwracalnej pochodności. Ojciec rodzi syna, ale już syn ojca nie.
Centra są pochodne. Biegun biegunowi jest początkiem i kresem: – i to o tyle, o ile od niego pochodzi. W takim zakresie i zasięgu, w jakim od niego zstępuje.
Czystych, tzn. jednokierunkowych i niepowracających pochodnych i ruchu po ich liniach nie masz w przyrodzie. Wszelkim dynamizmem martwych i żywych tworów włada ruch od i dośrodkowy. Możne sobie myślowo i imaginacyjnie wytyczać wykres czystej prostej. Natura jednak i niosąca mnie rzeczywistość świata zna tylko linie pochodzące „od” i zmierzające „do”. Zna jedynie ruch, który wszelkie jestestwo miota w przestwór istnienia jako określoną część określonych całości. Jako ich potencjał. Nie zna w pełni ujednostkowionych, samowystarczalnych, niezależnych tworów.
Gwiazda odrywa się dumnie od swego słońca – matki, zaczyna swój wielki bieg, wypełnia liczbę raz jeden jej użyczonych w przestworzach eteru kręgów wokoło cudnej spirali i spada – po milionowym latobiegu – spowrotem na łono pramatki. Życie raz jeden wszczętym w przyrodzie martwej ruchem wsobnym – wystrzeliwuje ponad materię i jej nieruchomą śmierć, biegnie kręgami królestw i gatunków w coraz to wyższe hierarchie władania i panowania – a wyczerpawszy swe moce i ich zasięg opada znowu ku początkowi swemu. „Z prochu wziętyś i w proch się obrócisz” – Kropla radosnym bulgotem tryska z niezgłębionych mocy swego źródła, przebiega blaski słońca we wszystkiej możliwej postaci od tęczy aż po kwiaty, pada głodna w ramiona morskie, a stamtąd jakby nienasycona jego przepaścią wstępuje oparem, obłokiem, ciężarną chmurą deszczową i jej ulewą wraca do kolebki, z której wyszłą.
Tak się zatacza jestestw nieubłagany kołobieg.
Kołobieg Bytu – Alfa i Omega wszystkiego co żywe i jest. Jedno z najgłębszych rozwiązań zagadki życia podane przez filozofię grecką.
Jaki jest kołobieg mój? Jaki mój Początek i Kres?
Rykoszetem wraca pytanie i odpowiedź przez pokolenia i woła echem ich doświadczeń w każdej jednostkowej duszy:
„Czym był świat cały, gdy był w Jego łonie?
Ach, iskrą tylko!
Czym będzie wieków ciąg cały, gdy On go pochłonie?
Ach, jedną chwilką!”
( Mickiewicz )
Wyszedłem z Łona które jest rodzicem wszystkich rodziców. Wyszedłem z Prapoczątku, który jest początkiem wszystkich początków. Wyszedłem i wracam. Ten bowiem jedynie jest mi kresem Ten mi ostatecznym celem. Ten ucztą i przystanią po całożyciowym biegu.
Centrum Centr – Oś wszelakich osi – Oparcie wszystkich oparć i Ruch wszystkich ruchów.
„Nie odłączaj się więc od Początku Twego, Uwidzialniony Aniele” – słyszę mówiącego Słowackiego.
Czy ja dokonywam swego biegu życiowego wraz Nim? Czy wszystek mój ruch idzie w łączności z Nim i po praliniach Jego biegu? Czy każdy mój dzień jest jednym etapem dalej po tej spirali, jaką stanowić ma nasz dwubieg – Jego i mój – w zespoleniu harmonijnym naszych dwu centr?
Zastanów mnie, Początku mój! Zastanów Kresie, ku któremu niesie mnie mój Czas!

Głupi [już] z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dokoła, wodę burzliwą lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem. Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóstwa – winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca, stworzył je bowiem Twórca piękności; a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw – winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił. Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę.
Ci jednak na mniejszą zasługują naganę, bo wprawdzie błądzą, ale Boga szukają i pragną Go znaleźć. Obracają się wśród Jego dzieł, badają, i ulegają pozorom, bo piękne to, na co patrzą.
Ale i oni nie są bez winy: jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarnąć wszechświat – jakże nie mogli rychlej znaleźć jego Pana?
Ks. Mądrości 13, 1 – 9

Reklamy

2 responses to “Na dzień 5 grudnia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s