Na dzień 6 grudnia

W dziejach wielkich ludzi, w życiu Polaków, jest wiele momentów olśniewających, wiele stoczonych zwycięskich bitew, wiele pomników dziejowej wartości stawianych pokoleniom. Te jakby sztandary wielkich ludzi – przykuwają nas do ich postaci i porywają do podobnych zamierzeń, do analogicznych trudów. Postępujemy w myśl maksymy:
„Święta ma być nam pamięć naszych wielkich ludzi;
Ona do życia wszystko, co szlachetne budzi!”
W pamięci tej zazwyczaj nie dostrzegamy jednej rzeczy. Pierwszego z istotnych współczynników warunkujących ich wielkość i wielkość ich dzieł. Dostrzegamy zawsze od razu całą wielkość zewnętrzną ich postaci, nie umiemy natomiast przeniknąć wierzchniej powłoki dzieł i dotrzeć do tajemnych źródeł wewnętrznych, z których rodzi się cały ów przepych wielkości zdobiący wielkich ludzi.
Ludzie wielcy, wielcy Polacy, byli u podstaw swej wielkości samotnikami. Każdy z nich miał swoje „święte świętych” wewnątrz samego siebie. Swoje sanktuarium, do którego nie dopuszczał właściwie nikogo. W którym obcował ze sobą sam. Sam, bezwzględnie Z Bogiem swoim.
„Samotność mędrców mistrzynią” – woła Mickiewicz w swej improwizacji i w tej dopiero samotności „obiat Gustavus” i „natus est Conradus”.
W życiu niektórych z nich widać po prostu, jak palec Opatrzności wyrywa ich na pewien czas z wiru działań zewnętrznych, osadza w miejscu samotnym i głuchym i przymusza do wejścia w siebie, do zastanowienia się nad sobą, do samotnego sam na sam ze sobą. Piłsudskiego osadziła na Syberii, Dmowskiego w więzieniu carskim, Mickiewicza w klasztornej celi więziennej.
Czym się kiedyś zastanawiał nad faktem samotności, samotnego sam na sam ze sobą wielkich Polaków? Czym już kiedyś dostrzegł związek zachodzący pomiędzy wielkością a samotnością?
Jaki jest mój stosunek do samotności? Jaki się budzi we mnie odruch na myśl o niej – pociąg czy wstręt? Głód czy przesyt i nuda?
Świadome siebie „ja” zawiązać się może dojrzale jedynie w dniach wielkiej ciszy i w głębokich nocach wielkiej samotności.
Postaram się umiłować samotność poprzez wielkość wielkich ludzi. Poprzez dzieła dokonane dla Polski przez wielkich jej synów.


Prawo stawania się własnego „ja”, „ja” humanistycznego, jest trudne do sformułowania. Wyrazy „napięcie” i „wyrównanie” chyba jeszcze najlepiej oddają tok jego rozwoju. Koncentrujące jednostkę i jaźń napięcie oraz harmonijne wyrównanie napięć przeciwbiegunkowych, przy wypadkowej, która tak jak życie, biegnie nie idealną prostą, ale łamaną najprzedziwniej bieżnią – oto surogat pod to prawo. Gdzie nie ma osobistych napięć ani następczych wrównań – tam nie ma osobowości. Bez napieć może się rozwinąć nawet wielki talent i wielka zdolność. Wielka osobowość nigdy.
Napięcie poczyna się przy zetknięciu z przeciwbiegunem. On niejako zapładnia. A zapładniając poczyna równocześnie wyważać biegun osobisty, własne wewnętrzne „ja”, z samego siebie. Z martwoty, której ulega pozostając sam. Ciągnie ku sobie. Aktualizuje i wyczerpuje moc i potencjał wewnętrznych napięć dośrodkowym ciągiem ku sobie.
Proporcja samotności i napięć w urabianiu osobistego „ja” jest chyba najtrudniejszym elementem samowychowania. Im większe napięcie ma nastąpić i dokonać się, tym głębsza samotnia winna je poprzedzić. I odwrotnie: im głębsza samotnia tym większa zdolność jednolitych i wielkich napięć.
Najłatwiejszą jest zawsze jednostronność. Fajerwerki samych napięć, aż do kompletnego wyczerpania własnego potencjału.
Samotnia wyłączności, aż do stania się niepotrzebnym nikomu odludkiem, z którego całości społecznej nic.
Przypomnę sobie twierdzenie Carrela, iż w wychowaniu należy stosować odpowiednio dobrane dawki trudów i wywczasów, bólu i radości, tego, co piękne jest w życiu i tego, co jest nocą w nim.
Jakimi współczynnikami staram się wychować samego siebie? Czy tylko radosną twórczością? Czy tylko uśmiechem i pieśnią?

Bo to mówi Pan: Nie wchodź do domu żałoby, nie chodź opłakiwać i żałować ich1, bo zawiesiłem swoją przychylność dla tego narodu – wyrocznia Pana – cofnąłem łaskę i miłosierdzie.
Nie wchodź też do domu, gdzie się odbywa uczta, by zasiąść z nimi do jedzenia i picia. Bo to mówi Pan Zastępów, Bóg Izraela: Oto sprawię, że ustanie na tym miejscu, na waszych oczach i w waszych dniach głos wesela, głos radości, głos oblubieńca i głos oblubienicy. A gdy ogłosisz temu ludowi wszystkie te słowa, powiedzą ci: „Dlaczego Pan zapowiedział przeciw nam te wszystkie wielkie nieszczęścia? Na czym polega nasz występek i nasz grzech, który popełniliśmy przeciw Panu, naszemu Bogu?” Wtedy powiesz im: „Na tym, że przodkowie wasi opuścili Mnie – wyrocznia Pana – i poszli za obcymi bóstwami, służyli im i oddawali cześć, a ode Mnie odeszli i nie zachowywali mojego Prawa. Wy zaś postępowaliście gorzej niż wasi przodkowie. Oto każdy z was idzie za popędem swego przewrotnego serca, odmawiając Mi posłuszeństwa. Wyrzucę was więc z tego kraju do ziemi, której nie znacie wy ani przodkowie wasi. Tam możecie służyć obcym bogom dniem i nocą, gdyż nie mam dla was przebaczenia”.
Ks. Jeremiasza 16, 5; 8 – 13.

Reklamy

One response to “Na dzień 6 grudnia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s