Na dzień 12 grudnia

„Na początku była chuć” – rzuca pół wieku temu swoje hasło Młodej Polsce Przybyszewski. Wtórowała mu Krakowska Cyganeria literacka. Nienawrócony jeszcze naonczas Adolf Nowaczyński – anarchista bluźniący Bogu – koryfeuszował temu hasłu szerząc wkoło siebie zasady nie znając granic nihilizmu. Tak to w środowisku krakowskim rodził się typ polskiego Uebermenscha i przesilał się szczyt jednostkowych przedstawicieli indywidualizmu, tak dokonywało się na przełomie wieku rozprzężenie więzów, które swym nienaruszeniem warunkują istnienie społeczeństwa.
Jednostka – część społeczeństwa – została obwołana celem, ku któremu wszystko, co jakąkolwiek było wartością w społeczeństwie, powinno było zmierzać. W jednostce zaś chuć – część pośledniejsza człowieka stawiana była za cel, ku któremu wszystko miało służyć.
Tej epoce polskiego indywidualizmu, epoce najczystszego, jeżeli go tak nazwać można, biologizmu, odważył się nadać twarz humanistyczną, brat Albert – „najpiękniejszy człowiek mego pokolenia”, jak go nazwał późniejszy, nawrócony Nowaczyński.
Przewartościował świat wartości uznawany i uwielbiany przez współczesność i przywrócił mu właściwą hierarchię dóbr. Ustalił należną hierarchię części. Nie biologizm nad humanizmem w jednostce, część niższa celem, a wyższa jej narzędziem, nawet nie biologizm obok humanizmu na równej z nim karcie – ale humanizm nad biologizmem, człowieczeństwo nad zwierzęciem, rozum i wola nad zmysłem i uczuciem. „Cały” człowiek miał uróść z wysiłków brata Alberta, który starał się odrobić błąd pokolenia. Cały, to znaczy w całości swej struktury, w całości swej hierarchii zarówno wewnętrznej jak i zewnętrznej. Cały człowiek – czyli całość, wielka jednostkowa doskonała całość człowiecza, nie zaś jednostronnie zwichnięta, względnie zepsuta natura. Całość, w której przywrócenie hierarchii części, wydobycie tego, co wyższe spod deptań tego, co niższe w człowieku, było istotnym zadaniem i początkiem wszystkiej o właściwej całości myśli. Było celem wszystkich wysiłków.
Przymuszę wyobraźnię swoją do skoncentrowania swych barw nad samotną wielkością tej postaci. Młody, błyszczący talent malarski, uznawany w salonach Warszawy, Paryża, Monachium, pełen dynamizmu i pogardy śmierci powstaniec 22 – letni, który nie zawahał się poddać amputacji nogi zwykłą piłą, byle Ojczyźnie móc dłużej służyć – zrywa i kończy z tzw. powodzeniem i użyciem, zrywa z karierą – i obiera kierunek pracy społecznej, poprzez który miał najgłębszych sięgną korzeni społecznego zła i społecznego błędu ówczesnego pokolenia.
Postaram się o zrozumienie tego osobliwego rodzaju męstwa podejmującego walkę przede wszystkim o prymat humanizmu nad biologizmem w sobie i w społeczeństwie, walkę, której owocem był zakon, szary zakon Braci Albertynów – którego prostota i szarzyzna była jakoby rękawicą rzuconą panoszącemu się biologizmowi, depcącemu humanizm w jednostce i w społeczeństwie wskutek odrzuconej hierarchii części, w imię zaprzepaszczonej całości człowieka.
„A my Duchy słowa – obwołuje w sparafrazowaniu apanteistycznym Szary Zastęp tych Braci z „najpiękniejszym” z jemu współczesnych na czele – my żądaliśmy kształtów i natychmiast widzianymi uczyniłeś na s Panie, pozwoliwszy iżeśmy sami z siebie, z woli naszej i z miłości naszej wywiedli pierwsze kształty i stanęli przed Tobą zjawieni”. [ Genezis z Ducha ].
„Zażądaliśmy kształtów” w świecie panoszącego się bezkształtu biologicznego. „Z własnej woli”, na przekór wszystkim półświatkom „sami siebie”, na przekór własnej słabości, wywiedliśmy pierwsze kształty, kształty nowego zakonu, kształty nowego w nim i poprzez zeń dobywanego człowieczeństwa i człowieka.
I tak staliśmy się widzialnymi, stanęliśmy zjawieni światu, który głosił, że istnieje tylko chuć, światu który twierdził, iż nie ma kształtu poza wieńczącym go bezkształtem. Zażądaliśmy – pozwoliłeś – i dokonaliśmy.
Zapytam samego siebie: jaki też jestem w zestawieniu z poglądem tego zastęu Szarych Braci? Jaki jest mój pogląd na „kształt”? Na wielkość? Na wartość? Na właściwą treść i dobór dóbr, o które należy?
Zapytam samego siebie, co mi jest celem w pogoni tygodni mego doczesnego życia: moja całość, cały mój wewnętrzny hierarchicznie wykończony kształt, czy też wyłącznie któraś moich części. Jak się przedstawia choćby sprawa stosunku mego biologizmu do własnego humanizmu? Co nad czym góruje? Względnie dlaczego albo od kiedy poczynając? Zapytam samego siebie, czym w ogóle dostrzegł walkę poszczególnych części w sobie, które chcą wyłamać się z wiązań hierarchii walkę niższego człowieka z wyższym „ja”?
Ile staję świadomie, czy nieświadomie po stronie panoszącego się biologizmu? Ile po stronie wojującego humanizmu?

Hasło „Sztuka dla sztuki” przeniesione na dziedzinę wychowania fizycznego musiałoby brzmieć „sport dla sportu”, a przeniesione w dziedzinę samowychowania moralnego brzmieć musi: „asceza dla ascezy”.
Wyrażone jako zasada i przeniesione na język słownictwa filozoficznego brzmiałoby: „część dla części”, albo też: cząstka dla cząstki, względnie bardziej barwnie: odprysk dla odprysku, a w zastosowaniu: funkcja części dla funkcji części a w zastosowani: funkcja części dla funkcji części itp.
Umysł współczesny wyrosły z podłoża myślowego, które górowało w ostatnim stuleciu, pisze się na tę zasadę – zwłaszcza w jej pierwszym ujęciu, bez namysłu. Zdaje mu się tak oczywistą jak 2 plus 2 równe 4. Sztuka ma być dla sztuki – cóż może być bardziej samo przez się zrozumiałe nad taki pewnik. Sztuka przecież nie może być kierowana, nie może być nastawiana na jakąś całość jako obowiązującą wytyczną i cel, któraby normowała jej funkcyjność.
Rozbiór jednakże i analiza tejże zasady w sformułowaniu „sport dla sportu”, więcej jeszcze jej rozbiór w ujęciu „asceza dla ascezy”, każe co najmniej zastanowić się nad słusznością podobnych zasad. Podaje ich normatywność w wątpliwość.
Można oczywiście uprawiać sport dla samego sportu, tak jak można jeść dla samego jedzenia. Ale nikt tego długo nie wytrzyma. Nie dalej jak do granic absurdu. I u jego brzegu okaże się cały kłam powyższej zasady. Wyjdzie na jaw cała bezgraniczna próżnia, ku której wiedzie.
Sport uprawia się celem urobienia sprawności fizycznej. Czasami też dla odprężenia czy to fizycznego czy umysłowego lub dla wypełnienia wywczasów. Niekiedy zawodowo. Jednakże na żadnym z odcinków sport nie jest uprawiany dla samego siebie, tylko celem uzyskania jakiegoś dobra, które w ten czy w inny sposób ma służyć jednostce uprawiającej sport.
Podobnie ma się rzecz z ascezą. Uprawianie ascezy dla ascezy to fakiryzm. To beznadziejność i bezsensowność. To uczynienie ze środka celu i zagubienie własnego celu sprzed oczu. I tak z innymi analogicznymi zasadami.
Wszelka funkcyjność cząstkowa zmierza i zmierzać powinna do funkcyjności całości jako ku swemu celowi. Nigdy zaś funkcyjność całości nie zmierza do funkcyj części jako ku ostatecznemu celowi, tylko zawsze poprzez część zmierza ku sobie, względnie ku wyższym do siebie całościom, których jest częścią.
Pozory tu mylą.
Carrel zauważa wprawdzie głęboko, że człowiek widzi nie okiem tylko, ale właśnie całym ciałem. To znaczy w języku filozoficznym, że w procesie widzenia całość organizmu zmierza ku funkcji części jako ku swemu celowi. Ale właśnie w takim procesie organicznym, jak widzenia, widać wyraźnie, że funkcja widzenia zmierza rykoszetem niejako ku dobru całego organizmu, a nie wyłącznie ku dobru oka. A chociaż cały organizm bierze proporcjonalny udział w wykonywaniu tej funkcji, to przecież nie ona, funkcja sama w sobie, ani też doskonałość oka, jest organizmowi celem, lecz doskonałość całego organizmu osiągnięta w konkretnym wypadku przez doskonały proces widzenia, względnie przez udoskonalone widzeniem oko.
Część i funkcja części może być jedynie „bliższym” celem całości, nigdy zaś „celem samym w sobie”. Odwrotnie zaś przedstawia się zagadnienie stosunku części do całości, w którym zawsze całość jest celem dla części. Zawsze część zmierza ku całości jako ku sobie właściwemu celowi. Liść i ulistowienie jest zawsze dla drzewa, a nie odwrotnie.
Przewartościowanie wartości, przestawienie funkcyjności, odwrócenie zasad, jest właściwie wszystkim rewolucjom. Lecz jeśli rewolucje zdołały wszczepić błąd i przewrotność – rzeczą więcej widzących umysłów jest dokonać odwrotności. W sobie i wokoło siebie.
Jak się przedstawia świat moich zasad i przekonań?

Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: «Rabbi, jedz!» On im rzekł: «Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie». Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: «Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia?» Powiedział im Jezus: «Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: „Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa?” Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem.
Ew. wg Św. Jana 4; 31 – 36

Reklamy

One response to “Na dzień 12 grudnia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s