Na Niedzielę III Adwentu

Adwent – nie jest przede wszystkiem czasem „dostrzegania” rzeczy idących. Jego istota nie streszcza się w oglądzie kontemplacyjnym przyszłej „rzeczy wielkiej”, która się ma stać. Jego wykładnią funkcyjną nie jest poznanie – chociaż od poznania wszystko w nim się poczyna.
Adwent – to czas przygotowania. Przygotowującego czekania.
Określa to w swej treści sam wyraz „Adwent” wywodzący się z łacińskiego „adventus”, który oznacza „nadejście” i „przybycie”. Jak gdyby mówił: oto idzie, oto tuż. Adwent dlatego w ścisłym tego słowa znaczeniu oznacza okres wyczekiwania na przybycie rzeczy, która jest oczekiwaną, względnie osoby, na której przybycie się czeka.
Takie zaś czekanie jest dokonywującym się wewnętrznym procesem – nie zaś upływem czasu jedynie.
Gdy kogoś lub czegoś czekamy, gdy do rodziny np. przybyć ma gość, względnie gdy miasto ma przyjąć jakiegoś dostojnika, albo stolica czeka przybycia koronowanej głowy innego państwa – to na samą wiadomość o tym zjawisku, o tej nadchodzącej rzeczywistości, przebiega wszystkich jakoby iskra wielka, która zapala myśl wszystkich. Z niej zaś w następstwie rodzi się ściśle określony, społeczny prąd, prąd wyrażający się w szeregu czynności, którym się wszyscy, po części samorzutnie, po części według z góry określonego planu – oddawają.
I w tym się wypełnia treść właściwego Adwentu, w tym jego proces, w tym istota serio pojętego „oczekiwania” rzeczy czekanej.
Kto się wysila przygotowaniem się – ten jedynie czeka płodnie, ten naprawdę stanął w Adwencie, i tylko ten pojął jego istotę.
Czekanie kwiatów przecież na zapłodnienie – to silenie się ku najpełniejszym rozchyleniom, silenie się ku najwyższym formom doskonałości.
Stąd to każdy, kto serio czeka swej „wielkiej rzeczy” – środowisko wszelkie, które w napięciu działającego w nim dynamizmu oczekuje rzeczy mającej się stać, poczyna starania i przygotowania proporcjonalnie do wielkości tej rzeczy, której czeka, rozmiary jedynie się zmieniają, rzecz zawsze pozostaje ta sama. Sprząta się pokoik – uschludnia się chatę – bieli siędom – czyści się miasto, gmachy, ulice – ustawia się estrady, maszty, stadiony – gromadzi się zapasy, siły, niesłychane moce… A kiedy rzeczą, która się ma stać i której się oczekiwa, gdy wydarzeniem, na które się wszyscy sposobią, jest zgoła jakiś wielki społeczny czyn, gdy nim jest dziejowe, epokowe dokonanie, gdy nim jest jakiś drugi Chrzest, drugie narodziny Narodu – naonczas przygotowanie i czas oczekiwania adwentowego przybiera rozmiary epokowych dokonań. Rozrasta się do rozmiarów dziejotwórstwa i przyodziewa postać jednorazowego i jedynego w ciągu stuleci.
Jednostka wstawiona w taki Adwent żyje jakby w klimacie ogarniającej ją wielkiej ekstazy, jakby w jakowymś społecznym transie, jak gdyby a poły doskonałością idącej wielkości zahipnotyzowana. Prąd ją porwał i niesie.
I tak trzeba żeby było – bo taką właśnie jest wiosenna moc.
Ale biada, jeśli na tym się kończy odpowiedź dana wołaniom przyszłości.
Zachwytem nie pokonywa się słabości. Ani w sobie, ani w narodzie. Ekstazą nie odmieni się rzeczywistości. Zasadniczą postawą wewnętrzną, do której jednostka zawsze wrócić winna, mimo wszystkie ekstazy i transe społeczne, właściwym wewnętrznym strojem, który dynamizm nadawać winien wszystkim jej poczynaniom, winien być nie zachwyt wiosen, tylko żelazna praca, nieubłagana wola docelowa – wola rzeczy idącej – wola rzczeczy adwentowej – wola dziejów i zadania. Wola, która działa – nie wola, która poza urok i kołyszący ja czar nie wychodzi.
Chyba taka jest właśnie różnica między intelektualizmem Sokratesa a intelektualizmem Tomasza z Akwinu. Według pierwszego bowiem wystarcza do doskonałego działania zasada: „gnothi seauton”, tj „poznanie samego siebie”. Nie trzeba „niczego więcej”, jak głosi napis na świątyni delfickiej. „Meden agan”. Drugi zaś nie waha się posunąć aż do twierdzenia, że tu na ziemi, w drodze naszego ku rzeczpospolitom wiecznym pielgrzymowania, „voluntas est simpliciter superior” – wola bezwzględnie przewyższa rozum, ponieważ ona dopiero czyni człowieka dobrym lub złym. Wola przechyla szalę, nie rozum. Dokonanie, nie poznanie.
I dlatego punktem kulminacyjnym w każdym Adwencie, nie jest „widzenie rzeczy idących”, ale wprzęganie się w trud i zadania wyznaczone jednostce względnie całości przez rzeczy idące. Nie jest spoczynek w osiągniętym poznaniu, lecz spoczynek w osiągniętym dokonaniu.
Dusza polska jest duszą w adwencie. Duszą w adwencie „tej wielkiej rzeczy”, jaką jest Polska. I to już od wielu dziesiątek lat. Mickiewicz nazwał to „duszą w pielgrzymstwie”. Dusza polska znajduje się w pielgrzymstwie ku swojej ojczyźnie.
Nasze pokolenie i ja jesteśmy jedynie cząstką tego wielkiego pielgrzymstwa i adwentu polskiego, jesteśmy jedynie jedną z jego faz i międzyetapem. Czy stoimy w pierwszej niedzieli tego Adwentu, czy może już w czwartej , nie wiemy. Wiemy li tylko, iż znajdujemy się w Adwencie, iż jako Polacy wstawieniśmy w Adwent tej „wielkiej rzeczy”, którą jest Polska. I że końca nie dojrzeć tego Adwentu. Że kresu pielgrzymowania ku tej „wielkie rzeczy” niepodobna oznaczyć naszemu pokoleniu.
„Długa droga, daleka przed nami” – wołamy za pieśnią.
Trzeźwo myślący rozum buntuje się w nas dostrzegając zaledwie jej zarys. Najgorętszej woli wydaje się niemożliwą do zrealizowania. Jej Adwent  – widziany w perspektywie dziejów ostatnich stu pięćdziesięciu lat wydaje się bezpłodny, płonny i tragizmu pełen.
Jakie jest moje w tym prądzie i na tych falach pływanie?
Jestem przecież jednostką wstawioną w nurty tego Adwentu.
Jego fale niosą mnie i moje pokolenie poprzez dzieje.
Czy ja, czy każdy mój czyn, płynie i niesie ku brzegom Ojczyzny? Czy w ogóle płynie? Czy może osiadłem na mieliźnie płytkiego kosmopolityzmu? Czy na lśniący m ostrzu wybujałego intelektualizmu? Czy ramiona moje na każdy dzień się wysilają w szarej codziennej pracy, by dojrzał czas tego Adwentu? By przyśpieszył się jego kres? By doskonałości pełne nastały narodziny tej „wielkiej rzeczy”? Com winien uczynić w tym kierunku, gdzie się obecnie znajduję? Czegom winien zaniechać?

Psychika urodzona w środowisku indywidualistycznym, dusza jednostkowa, skądinąd może dobra i szlachetna, ale która urosła w prądzie, obyczaju i tradycji indywidualistycznej będzie zawsze nastawiona na „wypojedyńczanie się” (Norwid) i na nieharmonizowanie z całością i w całości. A to zarówno w życiu społecznym jak i w życiu osobistym. Liczyć się będzie zawsze z sobą tylko i wszystko widzieć będzie jedynie poprzez siebie w swoim postępowaniu i w swoich i w swoich poczynaniach. Dobro narodu widzieć będzie wyłącznie poprzez osobiste szczęście. Dobro zaś swoje osobiste widzieć będzie znowu poprzez dobro jakiejś jednej czy drugiej swojej części, a nie poprzez dobro swej całości. „Quorum Deus venter – których Bogiem brzuch ich” – określa św. Paweł ten rodzaj ludzi. Choćby zaprzepaścić mieli tym samym dobro osobistej względnie społecznej całości.
Tak Noji zaprzepaścił złoty wian dola Polski, tak Zygmunt August tron dziedziczny narodowi, tak Siciński jedność i wielkość sejmu polskiego, tak wszyscy przenoszący prywatę nad dobro całości.
By dokonać dojrzale Adwentu, w którym znajduje się ludzkość, by dokonać dojrzale cząstką wyznaczonej mej ojczyźnie w tym Adwencie, muszę sobie przede wszystkim zdać sprawę z tego, jaki prąd głównie nurtuje współczesne społeczeństwa, jakie fale i odpryski jego przeświadczeń na mnie spływają i mnie karmią, jak ja wyrastam, jak myślę i jak działam pod wpływem tego wylewiska i to zarówno w życiu osobistym, jak też społecznym.
Muszę sobie zdać sprawę z tego, że psychika moja mimo wszystkie współczesne prądy totalizujące jest nastawiona wybitnie indywidualistycznie. Ja osobiście w życiu moim codziennym myślę, chcę i działam indywidualistycznie. Cywilizacja współczesna uczy mnie widzieć jedynie samego siebie we wszystkiem, cała współczesna nauka mówi mi, że ja jestem największym na świecie dobrem, że wszystko mnie ma służyć, a ja tylko gdy zechcę.
Treścią ojczystego Adwentu winna być przebudowa własnej osobistej psychiki z indywidualistycznej na uniwersalistyczną. Treścią tego Adwentu winna być odbudowa duszy narodowej, której jestem cząstką, poprzez odbudowę własnej duszy w kierunku antyindywidualistycznym.
Jak wygląda mój wysiłek w tym kierunku?

Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem».
«Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie!» Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?» Odpowiedział:
«Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską,  jak powiedział prorok Izajasz».
A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?» Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała». Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.

[ J 1; 19 – 28 ]

Advertisements

One response to “Na Niedzielę III Adwentu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s