Na dzień 15 grudnia

Traktaty pisano o Rodzinie. Rozliczne tomy powieści. Rozdziały przebogate. O rodzinie zdrowej i kwitnącej, o rodzinie chorobą toczonej i rozbitej, o rodzinie płodnej, źródlisku wszelkiej przyszłości, o rodzinie z tradycją – narodową i państwową. O rodzinie we wszelkich odmianach.
A o prawzorze rodziny polskiej nawet z ostatniej doby – cóż należałoby charakterystycznego powiedzieć?
Opowiadanie jedno z wielu. Z miliona podobnych.
Działo się to jesienią 1943 roku. W Lubelskiem. Odbywał się właśnie ślub najmłodszej córki z Horodyńskich. Dwudziestu kilku gości weselnych. Najbliższa rodzina. Był wieczór. Godzina 19 – ta. Przed front dworu zajechały dwa ciężarowe auta ekspedycji karnej oddziału SS. Do Niemców wyszedł ojciec panny młodej. Dowiedział się, że oddział pragnie zakwaterować się w majątku. Uprosił komendanta oddziału, by przyjechali jutro. Wytłumaczył się, że ma ślub, gości… Odjechali. O dziesiątej w nocy przybyło dwóch ludzi. Podali się za desantowców i prosili o przechowanie. „Bójcie się Boga, trafiliście, jak można było najgorzej. Przed kilku godzinami byli Niemcy i przyjdą jutro. Oddział poszukujący spadochroniarzy”. Nakarmił ich, dał pieniędzy i wyprawił. O 3.00 w nocy zjechali Niemcy i wystrzelali całą rodzinę wraz gośćmi co do nogi. Prowokacja. Znany fakt, głośny swego czasu. Cudem ocaleli dwaj najmłodsi synowie, chłopcy 14 i 16 – letni, których w ostatniej chwili, któraś z ciotek ukryła w skrytce pod podłogą. Młode małżeństwo ocalało jedynie przypadkiem. Wyjechali do fotografii.
Rodzina polska – rodzina z tradycją – rodzina liczna – jedna z wielu.
Czyż przez ostatnich 150 lat naszych dziejów nie wlecze się za nami jej śladem ta sama dola krwawa, tenże sam ścigający ją los, to samo usiłowanie naszych wrogów, by ją wytrzebić do ostatniego trzonu? Usiłowanie i los, któremu tylko płodnością swą i żywotnością potomstwa się oparła? Dola i przekleństwo, któremu wyłącznie zwartością swą wewnętrzną, strzeżoną jako najświętszej po ojcach spuścizny, sprostała?
Tajemnicą tej rodziny zdaje się być pewna określona postawa tradycyjno – konserwatywna przeciwstawiająca się kategorycznie wszystkim innowacjom indywidualistycznym rozluźniającym jej związki i rozprzęgającym jej człony na poczęści rozwiedzione, poczęści nieślubne zlepy i agregaty, niezdolne przezwyciężyć żadnych rodzinnych czy małżeńskich kryzysów i rozlatujące się przeto w chwili, kiedy jedynie spójnia wewnętrzna umożliwia przetrzymanie i zabezpiecza poszczególne jednostki rodziny przed losem błędnych członów nie posiadających codziennego oparcia i właściwego punktu startu, właściwej odskoczni od czynu społecznego.
Dwaj pozostali chłopcy również zginęli: jeden w czasie akcji na Powązkach na wiosnę 1944 roku, drugi w przeddzień Powstania rozstrzelany na Pawiaku. Młode tragiczne małżeństwo spotkano w konspiracji w Warszawie. W 1944 roku w pierwsze święto Wielkiej Nocy niosąc broń w walizce wpadła w ręce patrolu żandarmerii ostatnia z Horodyńskich. Była tzw. „hurtowniczką”. Badana cztery razy, zbita tak, że doktor Loth na Pawiaku pincetą dobywał kawałki płaszcza i sukienki z ciała pociętego nahajami – nie wydała nikogo. Po odzyskaniu przytomności jako odpowiedź na przysłane przez swoich z oddziału cyjankali podyktowała lekarzowi te lakoniczne słowa: „Nikogo nie wsypałam i nie wsypię. Zawiadomcie Henryka. Żegnajcie”. Wyleczoną rozstrzelali w dniu 3 – go maja w ruinach getta obok Pawiaka.
Rodzina polska i jej cząstka serdeczna: dziecko. Zdrowe i wychowane na Polaka potomstwo.
Cóż można charakterystycznego powiedzieć o rodzinie tej?
Gdyby nie tak się były zawiązywały rodziny polskie, gdyby były chowały potomstwo swoje całkowicie indywidualistycznie, gdyby chowały potomstwo swoje całkowicie indywidualistycznie, gdyby były totalistycznie niweczyły i zabijały własny płód, gdyby zhołdowaniem i skondensowaniem antyuniwersalistycznym koncepcji małżeńskich zgangrenowały były nasze życie społeczne, jak to uczynił świat francuski u siebie, gdyby antyhierarchicznym ustrojem pozbawiły się były najwyższych uniwersalistycznych wiązań i sankcyj, tj. religijnych – czy broniłaby się dzisiaj jeszcze Polska i czy przeciwstawiałaby się wrogom, zakusom i łatwym chlebom?
Kiedy z Hanką rozmawiałem przed świętami Wielkiej Nocy w Józefowie, uderzyły mnie jej niezapomniane słowa: „No cóż, nie mam rodziny, ale mam Ojczyznę”. Zaiste, wielką i piękną była jej rodzina, polska rodzina, która wydała tak bohaterskiego potomka.
Myśląc o niej tak natarczywie nasuwa się końcowy czterowiersz z Słowackiego „Ojca Zadżumionych”
„… Dziś – oto dziewięć wielbłądów podróżnych,
A na nich – patrzaj, osiem juków próżnych
I nie zostało mi nic prócz Boga,
I tam mój cmentarz – tamtędy droga”.

Rodzina polska.
Krwawiącym okiem płakana dola. Któż jej pozostał, jeśli nie jedynie unoszący się nad jej grobem mściciel – Bóg – ostatnia nadzieja naszej przyszłości?
A jednak – kto tej rodziny największym wrogiem? Czy ten, co ją z zewnątrz zabija? Wróg i nieprzyjaciel wojenny? Czy ten, co ją od wewnątrz rozkłada? Prawodawca tzw. wolnej a w rzeczywistości indywidualistycznej miłości? Względnie „matka – trumna”, największa totalista świata?

„Jestem centrum – którego całość jest częścią – coraz to wyższych całości”.
Jestem częścią. Tak ja jestem centrum, jak jestem całością, tak też jestem i częścią.
Najbliższą całością, której jestem częścią, jest „rodzina”. Moja rodzina. Jej jestem częścią. Jestem cząstką swych rodziców. Nieodwołalnie. Jestem kość z ich kości i trzew z ich trzewi. Stępuję całkowicie z nich. Aż do ostatniego włókna najmniejszego nerwu. Aż do zamierającego echa najczulszych tętn. Jak liść pnie się cały z korzenia i pnia, jak cały na nich zawisł – tak moje narodzenie z nich. Żaden „izm” tego „faktu” biologicznego nie wymaże. Nie wypłucze jego bezwzględu jak morze wapno skalistych pokładów.
Jestem częścią. Cząstką wyższej od siebie całości. Zaprzeczenie nic tu nie pomoże. Jakkolwiekbym siebie nie analizował, gdziekolwiekbym  się nie zwrócił, w jakimkolwiek wymiarze swej wielkości osobowościowej nie obliczał – nie wyrwę się z objęć tej najgłębszej kategorii mego jestestwa. Kategorii częściowości. Jej twarde kleszcze wpiły się w moją istotę i niema sił na niebie i na ziemi, któreby mnie zdołały wyrwać z tych wiązań. Zrosły się ze mną, a raczej ja sam wyrosłem z nich i osnowa najgłębsza mej treści utożsamia się z nimi tak jak okrągłość z kołem.
Jestem cząstką wyższej od siebie całości – nikt tego nie przeinaczy. Gdybym nią przestał być w ogóle.
Jeden tylko Bóg się unosi ponad kajdanami. Nie jest częścią. Żadną miarą nie mieści się w jej kategorii. A cały bunt Lucyfera to właśnie wyrywanie się samo dumne z tych wiązań, z tych umiejscowień w całości wszechświata. Z tych ograniczeń, które równocześnie krępują wszystko, co osobiste w mej jaźni, koliskiem wszechświata i tym właśnie błogosławieństwem krępowania unoszą całość wszelkiego jestestwa. Jedyność moich chwil i wszystką wielkość moich poczynań.
Jestem częścią.
Wstawienie swej jednostkowości w ład prawidłowego i w pełni zhierarchizowanego ucząstkowienia jest zasadniczą postawą, o którą walczyć potrzeba dla siebie, gdyż ona jedna stanowi istotne ujęcie jednostki jako „istoty społecznej” i kładzie tym samym kamień węgielny pod prawidłowość społecznego bytu i czynu.
„Jestem częścią” – jak ten wyraz brzmi w mej świadomości? Czy echem radujących się rezonansów? Czy zgrzytem lub obojętnością znaku zapytania ile jeszcze czuję się częścią – względnie ile siebie jako całość realizuję?
Czy mię jeszcze niesie prąd żywotny wiązań rodzinnych?
Ile powodowany emancypacją indywidualistyczną stawiam siebie – członka rodziny – nad rodzinę? Ile dziecko nad rodziców? Czemu chcę przestać być częścią, gdzie niepodobieństwem nie być podmiotem jej kategorii? Czemu szarpię raz po raz krępujące, a mimo wszystko konstytuujące mnie biologicznie i humanistycznie więzy społeczne?
Jedną z najzagorzalszych walk, która się współcześnie toczy w świecie ideologicznym, właśnie wśród najlepszych, to walka o pojmowanie jednostki jako „części”. Kto przeczytał „manifest personalizmu” Meuniera, kto przeczytał L. Górskiego „Wychowanie personalistyczne”, ten wie jak nieubłaganie personalizm – właśnie on – zwalcza taki sposób pojmowania. „Osobowość” a „część” – są to według niego dwa pojęcia nie do pogodzenia w jednym  i tym samym jestestwie.
Klasycyzm uniwersalizmu godzi te dwie wartości, nie przekreślając żadnej z nich – uznaje i podkreśla „osobowość”, umieszczając ją w kategorii „centrum”. „Jestem centrum”. Nie mniej zaznacza „cząstkowość” jednostki umieszczając ją w kategorii „części”. Jestem centrum, którego całość „jest częścią”.
Poświęcę bieżący tydzień rozpatrzeniu tego zagadnienia. Tak jak miniony tydzień poświęciłem zagadnieniu „całości” w sobie, jak poprzedzający był przeznaczony ujęciu i opanowaniu problematyki „centra” osobistego, tak obecny poświęcę w szczególności problemowi „części” w sobie. Chcę zrozumieć „częściowość” w sobie samym i chcę wprząc nawyki swego postępowania indywidualistycznego w dojrzałe łożyska uniwersalistycznych praw.

Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On odpowiedział: «Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela». Odparli Mu: «Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?» Odpowiedział im: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo».
[ Mt 19; 3 – 9 ]

Advertisements

One response to “Na dzień 15 grudnia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s