Na dzień 16 grudnia

Istnieje „Credo” Polaka. „Credo” uniwersalistyczne.
Napisał je jeden z najlepszych synów polski. „Król naszych pojęć” – jak go nazywa Mackiewicz. Cokolwiekby kto myślał o kierunku partyjnym twórca „Creda”, jakkolwiekby sądził o słuszności walk politycznych, które prowadził z największymi mężami stanu swego czasu – jednego odmówić mu nie może: ducha miłującego bezinteresownie Polskę, charakteru poświęcającego osobisty nimb wielkości umiłowanej „sprawie”.
Cytujemy ułożone przezeń „Credo” za „Myślami nowoczesnego Polaka”, które i dzisiaj niewiele straciły na aktualności.
„Jestem Polakiem, to słowo w głębszym rozumieniu wiele znaczy. Jestem nim, nie dlatego tylko, że mówię po polsku i że inni, mówiący tym językiem są mi duchowo bliżsi i bardziej dla mnie zrozumiali, że pewne moje interesy łączą mnie z nimi bardziej niż z innymi, ale dlatego, że obok sfery moich interesów osobistych znam zbiorowe życie Narodu, którego jestem cząstką, interesy Polski jako całości, interesy i sprawy najwyższe, dla których należy poświęcić to, czego dla spraw osobistych poświęcać nie wolno.
Jestem Polakiem, więc należę do Narodu Polskiego na całej przestrzeni jego istnienia zarówno dziś, jak i w wiekach ubiegłych i w przyszłości, to znaczy, że odczuwam swą ścisłą łączność z całą Polską; z dzisiejszą, która cierpi prześladowania, bądź pracuje i walczy, bądź cieszy się  strzępami swobód narodowych, bądź gnuśnieje w bezczynności, bądź w ciemnocie swej nie ma nawet poczucia narodowego istnienia.
Z przeszłą, tą, która przed tysiącleciem dźwigała się dopiero, skupiając dookoła siebie pozbawione indywidualności politycznej szczepy, z tą która potem w połowie przebytej drogi dziejowej rozpościerała się szeroko, groziła sąsiadom swą potęgą i kroczyła szybko po drodze cywilizacyjnego postępu. Z tą, która później staczała się ku upadkowi, grzęzła w cywilizacyjnym zastoju, gotując sobie rozkład sił narodowych i zagładę państwa, z tą, która później bezskutecznie walczyła o wolność i niezawisły byt państwowy; przyszłą wreszcie, bez względu na to, czy zmarnuje ona pracę poprzednich pokoleń, czy wywalczy sobie własne państwo, czy zajmie miejsce w pierwszym szeregu narodów.
Jestem Polakiem, więc całą rozległą stroną mego ducha żyję życiem Polski, jej potrzebami i dążeniami, jej pragnieniami i aspiracjami, i pragnę, aby to, co w mym rozumieniu uważam za najwyższy wyraz życia, stało się własnością całego Narodu. Wszystko co polskie – jest moje, niczego się wyrzec nie mogę, wolno mi być dumnym z tego, co w Polsce jest wielkie i piękne, ale muszę też przyjąć upokorzenie jakie spada na Naród za to, co w nim jest marne.
Jestem Polakiem, to znaczy, że mam obowiązki polskie; są one tym większe i tym bardziej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam sobą typ człowieka”
Analiza tego tekstu jest zbędna.
Jego treść jest wyssana z duszy przeistaczającej się niejako w Polskę i z nią się stapiającej w nierozerwalną całość. Jest zaczerpnięta z samego rdzenia. Jest przeżyta. Jest opłacana i poświadczana całożyciowym trudem.
Kto znał Dmowskiego, wie co słowa powyższe znaczą. Kto zgłębił tragizm jego zwycięstwa pojmuje wielkość niecofającą się w chwili największej nawet ofiary.
Stąd niesłychana życiowość i bliskość słów i zdań składających się na całokształt „creda”. Gdyby nie była naprawdę życiem wielkości wyrażonym jedynie w słowach, nie przemawiałaby echem tylu czynów współczesnego młodego pokolenia głoszącego uparcie: My z niego wszyscy”. Gdyby nie stanowiła ponad – partyjnej, ogólno – polskiej prawdy, nie byłaby „zwycięstwem Dmowskiego nad Piłsudskim w Ozonie, organizacji piłsudczyków, Rydzów i Koców, która przejęła program ideowy nie Piłsudskiego lecz Dmowskiego” (Mackiewicz).
Wmyślę się w treść  tego „creda”.
Czy w świetle myśli i prawd zawartych w jego tekście ja naprawdę „jestem Polakiem”? Jakie są moje aspiracje? Jak ja rozumiem swoje obowiązki Polaka? Jak czuję, a jak czynię Polaka na co dzień?

Stosunek jednostki do społeczeństwa jest stosunkiem części do całości. Ja to znaczy jestestwo moje, jest częścią. Stanowi część wyższej ode mnie całości. Przede wszystkim całości najbardziej bezpośrednio mnie ogarniającej, to jest mojej rodziny. Powtóre całości zaliczającej mnie w poczet swych członków bardziej pośrednio, bo drogą poprzez rodzinę, to jest rodzącego mnie społeczeństwa.
Ich jestem częścią.
Postaram się przekonać samego siebie o prawdzie tego określenia.
Mogę to uczynić dwojako: biologicznym dociekaniem i humanistycznym. Zarówno w pierwszym wypadku jak i w drugim wypłynie mi prawda ta jako pewnik opierający się o materiał najbardziej faktyczny i osiągnięty wynikaniem najbardziej logicznym.
Jestem częścią swego społeczeństwa – przede wszystkim biologicznie. Społeczeństwo bowiem rodzi mnie. Ja zstępuję z dziada pradziada i jestem ze swymi przodkami związany tak jak ogniwo żywe rodzące się z żywego ogniwa jednego i tego samego, nieodwołalnie wspólnego łańcucha. Ja i oni – związek między mną i nimi – nie sprowadza się do postaci dwóch związanych ze sobą kotwic lub dwóch tego samego pociągu wagonów sprzężonych ze sobą li tylko następstwem. Ja i oni, nasz obopólny związek – to coś przerastającego naszą jednostkowość, coś na czym my urastamy i co nazywamy rodem lub gatunkiem. Ja i oni – to jakaś nieodgadniona tajna osnowa naszego personalnego urastania, jakiś jedyny w swoim rodzaju, źródeł jednostkowych pełen, prąd, który nas niesie jak żywego różańca paciorki.
I ten związek jest jednokierunkowy i nieodwracalny.
Ja się rodzę z ich krwi. Ja z „ich” – nie oni z mojej. Stanowimy jeden łańcuch, ale tak przedziwnie uwspółrzędniony, iż związek między mną a naddziałami, między mną a moim rodem i narodem jest jedynie zstępujący, nigdy zaś wstępujący. Biegnie życiem od nich ku mnie, nigdy zaś falą powrotną. Bez ich rództwa nie byłoby mnie, bez mego natomiast rództwa oni byliby istnieli.
Aż tak bardzo jestem „cząstką”, jestem „ich”.
Gdy po tym stwierdzeniu przeanalizuję samego siebie humanistycznie, dostrzegam, że i pod tym względem jestem cząstką własnego społeczeństwa. Że jestem nią nie mniej niż rozpatrywany biologicznie. Owszem możnaby postawić twierdzenie, że im wyższych gatunków jednostką się rodzę tym pełniej i bezapelacyjniej odnajduję się ich cząstką.
Mój język przecież – podstawa całej mej kultury jest z nich. Z rodziców moich humanistycznych. Oni mi przysposobili narzędzie pierwsze wszelkiego humanizmu. A wraz z narzędziem dali mi treść. I ta treść jest odmienna w każdym społeczeństwie. Społeczeństwa przecież, mimo powszechno – ludzkich obyczajów i norm postępowania, żyją odmiennie, myślą odmiennie, dążą do odmiennych celów, dokonują odmiennych zadań. Tym sposobem moje uczucie jest cząstką społecznych uczuć mego przede wszystkiem narodu. Moja myśl cząstką rodzącą się z ich nade wszystko myśli i pojęciotwórstwa. Moja wola jest cząstkowym poczynaniem ich dziejowych dążeń ich dokonanych chceń i zapoczątkowanych przyszłości.
Jakkolwiek przeanalizuję świat swych wartości humanistycznych zawsze odnajduję w nim jako pierwiastkowe formy te treści i wartości, które mi wsączyło „społeczeństwo”, te bogactwa, którymi ono mnie karmiło i w obrębie których urastałem. Wszystko co odnoga socjologiczna psycho – analizy mówi o złogach poznania, o tej wiedzy wielkiej i najgłębszej bodaj w jednostce, uzbieranej przez pokolenia i ciągle w nas żywej, wszystko co z głębin mej świadomości i podświadomości wydobywa na wierzch analiza wierzeń, mitów i legend, wszystko co sankcjonuje wprowadzone, a raczej w Kanossie, współczesnej wiedzy odnalezione pojęcie „cenzury moralnej”, wszystko to wskazuje, że cały mój świat humanistyczny urósł i rozwija się jedynie jako w założeniu swym „cząstka” i „część” własnego społeczeństwa.
„Człowiek  wielki – pisze  swej mowie na cześć Chopina wielki mistrz tonów Ignacy Paderewski – człowiek choćby największy, ani nad narodem, ani poza narodem być nie może. On jest z jego ziarna, jego cząstką, jego kwiatem, jego kłosem, a im większy, urodziwszy, mocniejszy, tem sercu narodu bliższy… Chopin może nie wiedział, jakim był wielkim. Ale my wiemy, że on wielki naszą wielkością, że on silny naszą siłą, że on piękny naszym pięknem. On nasz, a my jego, albowiem w nim się objawia całą nasza zbiorowa dusza”.
Niezależnie przeto od oceny tak zwanej „umowy społecznej”, niezależnie od cząstki prawdy w niej zawartej, niezależnie od niej i uprzednio istniejącej więzy, które ze mnie czynią cząstkę całości społecznej. Jedynie na ich nierozerwalnym zrębie wszystkie „umowy” społeczne urastać i zaistnieć mogą.
„Kiedy ocean oddzielił nas wielki
Od matki naszej, ziemi – rodzicielki,
Każdy z nas uniósł za góry, za rzeki
Cząstkę ojczyzny w sercu w świat daleki.
Tą cząstką bracia, to język nasz stary,
To miłość kraju, cześć ojców i Wiary,
To łza gorąca, co z oczu wytryska
Na domowego wspomnienia ogniska,
Jak pielgrzym z puszczy, co niosąc kęs chleba,
Żyje nim, ufny wzrok wznosząc do nieba,
Tak my w tułactwie naszym od tej chwili
Ta cząstką Polski w każdym sercu – żyli.
Ona karmiła nas w tęsknoty głodzie,
Przez nią my czuli, że tkwimy w narodzie,
W niej my i pacierz i chrzest mieli dziatek
I wijatyku śmiertelny opłatek”.
[ M. Konopnicka – „Na jedność tułaczy” ]

Zbadam samego siebie i swój wewnętrzny świat pod kątem widzenia własnego, podstawowego nastawienia, jakie w sobie urobiłem w stosunku do zagadnień społecznych.
Jestem częścią społeczeństwa, to znaczy, że społeczeństwo jako całość ujmuje mnie, cząstkę swoją niby żelaznymi kleszczami, w których tkwić jest moim najpierwszym przykazaniem. Jestem cząstką swego społeczeństwa to znaczy, iż wyrwanie się z tych żelaziw, z tych nieustępliwych przewodów wszelkiego ujednostkowienia w obrębie wszechświata jest wyrwaniem się z jedynego życiodajnego łożyska własnego istnienia. Jestem cząstką swego społeczeństwa, to znaczy, iż ogołocić się z tych noszących mnie docześnie i wiecznie olbrzymich kolisk mego społeczno – jednostkowego bytowania, to pozbawić się właściwie samych podstaw życia, ich trzymających mnie niewidzialnie, a jednak realnie wiązań.
Czy w myślach swych pojąłem samego siebie jako cząstkę swego społeczeństwa? Czy fala mych uczuć drzemie i bije we mnie jako cząstka wielkich wód społecznego uczucia wypełniającego dzieje narodu?
Zastanowię się nad niezgłębioną prostotą tych dwóch słów: „cząstka całości”. „Jestem Polakiem to znaczy… jestem cząstką… tej całości, którą jest Polska?”
Czy we mnie wzbiera jeszcze bunt na myśl o zasadzie, która wyraża tę prawdę?

Reklamy

One response to “Na dzień 16 grudnia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s