Na dzień 20 grudnia

Bodaj około 20 lat temu (pisane w roku 1945 – P.S.) – w jednym z sanatoriów Zakopanego odszedł na wieki młody talent – żołnierz – pisarz – Eugeniusz Małaczewski. W młodym, dwudziestokilkuletnim mężczyźnie, który przeszedł piekło wojny, powstały wspaniałe myśli, które znalazły najpiękniejsze uzewnętrznienie w zbiorze nowel pt. „Koń na wzgórzu”.

„Świat objęty szaleństwem wojny – pożary, zgliszcza, groby – tysiące zabitych rodzin” – to wszystko się tu przewija jak za naszych dni. Ale jest coś nad to. Zbiorek „Koń na wzgórzu” nie jest tylko pamiętnikarstwem, malowaniem i epizodowaniem grozy i bólu, zwątpień i nadziei i tysiącznych przeżyć ludzkiej duszy i ludzkiej doli. Nie. Jest nadto szukaniem drogi, szukaniem wyjścia i ratunku, szukaniem dźwigni psychicznej pod wyważenie czynnika zbrodni z człowieka, szukaniem tej jakoby różdżki czarodziejskiej, za której dotykiem i tchnieniem „pożary, zgliszcza i groby” umaiłyby się nowym życiem, przestałyby być ramami ludzkości, a stałyby się świtaniem wielkanocnych poranków.

Proces dokonywującej się przedwcześnie śmierci w organizmie młodego literata, wielkie wewnętrzne krwawienie psychiczne zmagającej się z dolą woli, „Ból – Rodzic” – wielki wszystkich wielkości Pan – wykrystalizowały w piersi i myśli Małaczewskiego rubin wewnętrznych mocy o niebywałej i rzadkiej w naszej literaturze wielkości i piękności.

Niech własnymi słowy zarysuje jego blask:

„Oto widzimy jak proroctwa możnych tego świata niszczeją, języki ustają, umiejętność bywa zepsowana lecz Miłość, która nigdy nie ginie, zaczyna powstawać w chwale i jako Bóg Żywy objawia się w jednostkach, a niebawem wybuchnie i w powszechności ogniem wszystko trawiącym. Ta Miłość objawiona jest jak słońce. Kto jej nie widzi jest ślepy…”

„Widzę czego im brak. Miłości im nie dostaje. Kochają się samolubstwem zmęczonym i obojętnym. A tylko wielka miłość mogłaby ich uleczyć. Gdyby wszyscy ludzie na ziemi miłowali się społecznie, wówczas każdy człowiek byłby półtora miliarda razy mocniej kochany, niż jest, bowiem kochałaby go Ludzkość półtora miliarda serc licząca, a tak: lubi się sam jeden i dlatego wystarczyć sobie nie może”.

„Kto umie leżeć duchowo krzyżem na świętej ziemi polskiej i obejmując ją miłośnie, słucha, co się w niej dzieje – ten usłyszy, jakoby niezliczone mnóstwo odmiennie tętniących serc. To my: w nadziei zakonspirowani, legitymujący się wiarą, zbrojni miłością”.

Trzy myśli a każda brzemienna w słowo „miłość”. Największe, najpiękniejsze słowo. Największa, najpiękniejsza treść i rzeczywistość.

Miłość tylko budzi wiosny i miłość tylko wszystkim dolom kwieci maje. Miłość tylko podaje dłoń i uśmiech tym, co już nic dać nie mogą życiu, co już wszystko przegrali, co już z wszystkiego ograbieni. Nie ma rodzica ni twórcy w jakiejkolwiek dziedzinie, gdzie brak jej tchnień. Nie ma Ojczyzny, ni domu, której by nie była kapłanką i westalką. Nie ma wielkości, której by nie była diademem i koroną.

Nią przepojeni każdym nerwem i każdym tętnem krwi, tu z za drutów, ślemy nasze najlepsze myśli i uczucia ku Polsce. Chcemy ją widzieć wielką, potężną, sprawiedliwą. Chcemy by miłość ogarniała nas wszystkich, wszystkie warstwy, wszystkie stany. Byśmy umieli wznieść się ponad drobne interesy partii  i partyjek, myśląc nad dobrem tej wielkiej całości, jaką jest Polska. Wiemy bowiem, iż kochając się sami tylko, wystarczyć sobie nie możemy. Najlepszym przykładem nasz mały wycinek życia jenieckiego.

Czy robię cokolwiek, by wykorzenić z siebie uczucia samolubstwa i egoizmu? Zastanowię się nad tym? Jednocześnie zdam sobie sprawę z tej rzeczywistości, że wszystka moja praca, wszystkie zwroty o przebudowie ustroju społecznego, gospodarczego, będą niczem, jeżeli nie będą poparte pracą własnego wewnętrznego „ja”, jeśli u podstaw nie będzie tętniała wszystko ogarniająca miłość.

Oby ten ostatni tydzień Adwentu skierował myśli na tę wielką prawdę, że Bóg właśnie aż tak „ukochał” ludzkość, iż Syna swego zesłał ku naszym padołom.

Miłość nie jest sprawiedliwością. To znaczy miłość nie może zastąpić sprawiedliwości jako zasady. Miara nie jest żywiołem. Statystyka nie jest dynamizmem.

Miesza się na ogół te dwa pojęcia i ich dziedziny. Mieszamy je zarówno w życiu osobistym jak i w dziedzinie społecznej. Tymczasem zachodzi między nimi różnica istotna powodująca niezamienialność obu tych wartości.

Sprawiedliwość mówi: „to co się należy”. Miłość zmierza wyżej i „ponadto co się należy”. Sprawiedliwość każe oddawać „aż do ostatniego szelążka”. Każdemu co jest jego. Wszystko co człowiek komukolwiek jest winien. Nic ponadto. Osiągnąwszy kres „należności” ustaje wymiar sprawiedliwości. Jej szale wracają do równowagi. Jej funkcja spoczywa i nie znajduje już terenu dla siebie.

Miłość nie tak. Posiada skrzydła wyższego zasięgu. Nie pyta, czy się należy czy nie. Udziela i daje ponadto. Miara sprawiedliwości nie jest granicą dla jej funkcyjności. Gdzie tylko zaistnieje potrzeba, gdzie tylko jawi się brak, tam się nachyla, tam spieszy, tam daje i wyrównuje, tam gromadzi obfitość dobra, tam zasypuje swymi bogactwy, aby opływano.

Tym się różni chrześcijaństwo od społeczeństw zbudowanych na pogaństwie. Państwa współczesne, państwa racjonalistyczne wymierzają tylko sprawiedliwość. Znają jedynie rózgi liktorskie. (Przeważnie dla najmniej winnych). Dlatego ich ramy wydają się bezwzględem. Czymś chwytającym czasami za gardło i duszącym. Są jak ów sługa ewangeliczny, który ułaskawiony przez swego pana, wtrącił swego współsługę, który mu był winien groszy niewiele, do kaźni więziennej i to, jak mówi ewangelia, „póki mu nie zwróci ostatniego szeląga”. Państwo chrześcijańskie nawet w swoim prawodawstwie daje dostęp zasadzie miłości. Pozwala miłości być miłością, gdzie summum ius summa iniustitia, gdzie niesprawiedliwość albo szczyt sprawiedliwości poczyna być przyczyną zguby.

Dla rozwoju życia społecznego ma to wielkie znaczenie. Przedstawiciel sprawiedliwości nie zawsze posiada tyle mocy, by przymusić niesprawiedliwość do wyrównania wyrządzonych życiu społecznemu szkód. W wielu dziedzinach życia społecznego i najsprawiedliwsze poczynanie musi się rozbić o złą wolę jednostki czy grupy uprawiającej niesprawiedliwość. Społeczeństwu, któremu w takim wypadku zbraknie jednostek kierujących się zasadą miłości, źle się powodzić będzie, bo braków spowodowanych w nim na skutek niesprawiedliwości nie wyrówna nikt. Każdy z jego członków udziela w nim społeczeństwu tylko tyle, ile się od niego „należy”. Więcej nie. Niezaspokojony zaś brak, nie wyrównana podstawowa potrzeba, są w życiu jak wyrwa w drodze. Hamują normalny bieg, powodują wypadki, są przyczyną rosnących z dnia na dzień utrudnień i „kryzysów” w życiu społecznym. Rewolucje w takim społeczeństwie są objawami normalnymi, niezależnie od tego, czy są kierowane czy nie. Są reakcją chorego organizmu społecznego. Zachwiana równowaga życia społecznego szuka wyrównania. Nie napotkawszy na drodze swej lekarza miłości – staje się widownią brakarstwa rewolucyjnego.

Nie ma innych dróg wyjścia.

Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie, który im się przysłuchiwał, gdy rozprawiali ze sobą. Widząc, że Jezus dobrze im odpowiedział, zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?» Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych». Rzekł Mu uczony w Piśmie: «Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary». Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: «Niedaleko jesteś od królestwa Bożego». I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

[ Mk 12, 28 – 34 ]

Reklamy

One response to “Na dzień 20 grudnia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s