Na niedzielę IV Adwentu

Jest noc wokoło. Czwartej niedzieli adwentowa noc.

Co ty mi powiesz głucha nocy przedwigilijnych dni?

Niesiesz radosną wieść że „Adwent się kończy”.

Siedzę głodny w sandbostelskich barakach. Zimno mi. Buty mam przemokłe do cna i dziur pełne. W sali dym tuzina kopcących piecyków jenieckich gryzie i łzawi obolałe wspomnieniami oczy. Wkoło bezmyślne spojrzenia „Gefangenów”. Prawie każdy tu reaguje tylko na widok strawy wszystko jedno jakiej – byle żernej. Wszystko jest takie, że zabija do reszty wiarę w człowieczeństwo w człowieku. Wszystko klnie. Wszystko „choleruje”.

A tu mówią że „Adwent się kończy”. Adwent – czas niezawiedzionego oczekiwania i hamowanych wielkich klątw. Czas wzniesionych w niebo rozpaczliwie ramion i wołających bezprzytomnie ust.

Co też mi bajesz głucha nocy przedwigilijnych dni?

Nam tu nic się nie kończy. Nic. Najzupełniej nic.

Przecież byliśmy tacy pewni, tak najzupełniej przekonani, że na wigilię – to już będziemy w Kraju, to już wolność kolędująca, to już druty precz, precz swastyki i bluźnierstwo i bijąca pieśń. Że na wigilię – to przy stole my już, razem z Nimi, razem łamiący się tą bielą – razem zapalający światła, razem usty jednymi wyśpiewujący – razem zapalający światła, razem usty jednymi wyśpiewujący: A słowo ciałem się stało.

Coś poczyna chwytać za gardło. Cośobezwładniać tętno, jak gdyby ciężar olbrzymi znagła stoczony. Oczy już nie chcą wyglądać gwiazdy ani przyszłości. Po głowie męczy obłęd pytania: co w domu?

Czy choć mają ten litr gorącej wodzianki? Ten chleb na siedmiu czy dziesięciu? Ten palec marmelady?

Po barakach jakiś ruch przedświąteczny. A tam? Czy jest choć barak?

Na salach gorączkowe sprzątania. Każdy coś gotuje. Skądyś nanieśli snopów kilka – tu, w tej połaci kraju, gdzie same trzęsawiska wokoło. Nawet gałąź choinki się nie znalazła. Co w domu, co w domu?!

I widać w tej wielkiej łzie, która się sączy z oczu patrzących na te złamane okruchy bieli – najwyższą radość i najwyższy ból. Największe serca bicie i największy serca skurcz.

Tak – tego nawet na sybiru tajgach nie doznali. Tego nie.

Przecież nikt dzisiaj nie śmie mówić, że to przyszły opłatki z „domu”. Nikomu nie chce wyjść przez gardło słowo „dom”, rodzinny dom, w Warszawie dom, bo dom –

Właśnie –

Zrobił nam tu jeden z szeregowych taką Szopkę z Dzieciątkiem. Szopkę, jakiejśmy dotychczas nie wiedzieli w życiu a może i w dziejach naszych. Rozwalony do połowy dom. Wkoło złomy ruin obryzgane krwią. Ślady pożarów, sterczące gardziela kominów, opustoszałe zgliszcza. Przed domem, choinkami zdobne, groby naszych. Tu i tam jakiś ułamki bomb, granatów, goliatów, porzucone resztki broni… coś jakby tułów zwalonego samolotu…

A we wnętrzu domku, w jedynym ocalałym i otwartym na cały świat rogu jego izb, pod szczątkami okapu dachowego ociekającego podmokłym śniegiem – na jakichś tam strzępach materacy powyciąganych z gruzów piętrzących się bezładnie wewnątrz ścian – jasełka:

„Jezus Malusieńki

leży nagusieńki

płacze z zimna –

nie dała Mu

Matula sukienki…”

Tak. Tak chyba jest w domu.

Myśl nie chce pomyśleć do końca swej myśli.

O nocy, nocy – zakłamana jak dzieje nasze ciszo!

Czy ty nie słyszysz, jak Adwent nasz rośnie, jak urasta do potwornych wprost rozmiarów, jak olbrzymieje przeraźliwie krzykiem swych skarg? Zaciekłych spiekłą krwią skarg! Nieznanych dziejom i narodom oszalałych z bólu skarg!

Dzwony naszych hańbionych kościołów, już nie wybijają więcej obłędu swych łkań i lamentów, ale nieludzki jęk ostatniego ich rozbryzgu bije w niemość nieb i tłucze noc, tłucze noc. Ofiary Katynia już się nie szarpią, już nie zżymają, że w nich świętość sztandarów polskich zrównano z błotem, nie rzucają się już w przedśmiertnej opętania grozie, ale ich krzyk, ten widzący nagan przyłożony do głowy brata i sprawiedliwości wołający krzyk, tej hekatomby przenajświętszej a przez wielkich tego świata zamilczany krzyk – napełnia echem swej rozpaczy wszystkość ziemi i lejem upiornym wzbija się pod stropy sklepień, w których ogromie już się począł sąd Ostatecznego Sądu. I męki dokonanych Oświęcimiów, męki wymarłych, wystygłych wypalonych obozów koncentracyjnych – na Wschodzie Polski i na Zachodzie Polski – nie wyją więcej swych płaczy w bezlitosność dziejów – ale ich grymas potworny, ich wykrzywiona w nadludzkim bólu twarz, ich bezkształt masakrany, ohydny ohydą własnej niemożliwości, stanął przed obliczem wszechwiedzącego Boga – i stoi. Stoi niemy wymową niedomówionego bólu – i czeka! Czeka!

Nie. Nasz Adwent jeszcze się nie skończył, czas walki z zaglądającą w oczy coraz wszechmożniejszą beznadzieją kresu nie dobiegł. Nie skończyła się niedola i męka i krwawiącymi oczy wyglądany nocy potępieńczej zmierzch.

O nocy, nocy!

A my jeszcze walczymy. Myśmy się jeszcze nie dali. My jeszcze czekamy. Jeszcze wierzymy. Jeszcze i jeszcze podsycamy ten przygasający co chwila płomyk wiary… Że się przecież odmieni… Że błyśnie… Że zajaśnieje….

„Która straż” – pytasz duszo? Ile chwil jeszcze godzinnych?

Ile jeszcze godzin-tygodni? Ile czasu-stuleci?

Jest noc. Duszo. Noc przedwigilijnych dni.

A noc milczeniem mówi. A mowa jest jak zagadka, która czeka dnia, by rozwiązana była.

Ludzkość więcej czekała, niż ty, duszo. Cztery tysiące lat wyglądań wyliczyli jej rachmistrze świętych pism. Cztery tysiące lat bez odpowiedzi. Cztery tysiące lat zasady: oko za oko i ząb za ząb.

Cztery tysiące lat prawa pięści i prawa silniejszego.

To nic duszo. Z ludzkością wytrzymasz i ty. Z pielgrzymstwem ojczystym i tobie się wypełni czas.

Tylko na jedno bacz.

Kiedy się ludzkości wypełniły dni wielkiego jej Adwentu, kiedy nareszcie nadszedł ten Zapowiadany i Wyczekiwany, ten Wyglądany i Wywołany tysiącleciami i zaklęć i błagań serdecznych – wtedy to – (tak mówi Pismo Święte) – „swoi go nie przyjęli”.

Rozumiesz duszo!

„Niestało po prostu miejsca”, już nie w pałacach ówczesnych króli i władców, ale nawet w najpospolitszym domu postoju jego własnego narodu, w „prostej oberży”.

Na to bacz, duszo. Na to bądź czujna. Aby – kiedy nadejdą dni wypełnienia, kiedy się zakończy Adwent Polski, kiedy już nadejdzie i zrodzi się pośród nas Ona, Ta Najjaśniejsza, Ta Rzeczpospolita królewska – bacz, duszo, aby się snać nie powtórzyły pisma na niej, aby historyk potomnym nie musiał przekazywać: „Przyszłą do swoich, a swoi jej nie przyjęli”. Zeszła w ich świat – ale „tam nie było miejsca dla niej” nigdzie – nawet w najprostszym domu najprostszego z kmieci.

Bacz duszo – bo jeszcze Adwent nasz się nie skończył.

Świat antyuniwersalistyczny zdołał ludzkości współczesnej, wielkiemu jej odłamowi, wybić z głowy pojmowanie dziejów świata jako wielki stoczonej o Boga, walki za lub przeciw Bogu. Antyuniwersalizm stworzył szkołę historii czysto materialistycznej – i w jej dogmaty każe ślepo wierzyć. Nauczono nas – i ślepo wierzymy w to – że najazd Persów na Grecję był zwykłą wyprawą podbojową wielkiego despoty. A trudno nam uwierzyć, iż najazd ten był – jak głęboko zauważył Edgar Quinet – krucjatą wyznawców Ormuzda na niewiernych, dzięki której Kserkses pragnął rozszerzyć państwo boga światła.

Nauczono nas – że najazd Mongołów na Europę w XIII wieku był najazdem zdziczałej hordy – i trudno nam uwierzyć, iż najazd ten był swego rodzaju wyprawą religijną, w czasie której Mongołowie, przyjąwszy ich zdaniem jedynie prawowierne chrześcijaństwo, to jest nestorianizm, chcieli wytępić wszystkie inne wyznania nieprawowierne.

O Dżingishanie mówią kronikarze, że nim stanął na czele hord mongolskich słyszał przez 20 dni głosy tajemne nawołujące do podbicia świata. Potem ruszył jako Bicz Boży na ukaranie grzesznej ludzkości. Były zatem – pisze L. Posadzy – w tym najdzikszym nawet wodzu jakieś przekonania religijne, których nie wyjaśnimy walką o byt.

Dzieje Mahometa i pochodu Islamizmu zbyt są nam znane, aby je powtarzać. O Rzymianach zaś wiemy, że po podbiciu jakiegoś państwa, porywali przede wszystkim w niewolę jego boga i wieźli go jako niewolnika do swego Panteonu, bo rozumowali logicznie, iż całą moc plemion względnie narodów tkwi w ich bogu i jego mocy pozaziemskiej.

Tak wygląda prawda, której współczesność nie uczy.

Kwintesencja wszystkich stawań się na świecie – niezależnie czy dokonywanych przez jednostkę czy przez naród – tkwi w zagadnieniach religijnych. „Korzeń wewnętrzny treści człowieka jest metafizyczny i tkwi w religii, religia rządzi niewidzialnie losem ras ludzkich” (Olechowski). Polski indywidualizm „wypojedyńczył” mózg polski również i w tej dziedzinie.

A warto sobie przypomnieć choćby kilka tylko faktów zacA warto sobie przypomnieć choćby kilka tylko faktów zaczerpniętych z „Tajnych Archiwów”, jak je nazywa Posadzy, naszych dziejów ojczystych, które wykazują tak substancjalnie niemal zadzierzgnięty węzeł między historycznych poczynaniem, a korzeniem religijnym w naszych dziejach.

„Bitwa pod Grunwaldem to wielka uroczystość religijna. Wojsko spowiada się, komunikuje i śpiewa Bogurodzicę”.

„Jan Zamoyski, leżąc krzyżem przed obrazem Matki Boskiej, gotuje się na sejm elekcyjny po śmierci Stefana Batorego”. Karol Chodkiewicz nakazuje wojsku czterdziestogodzinne nabożeństwo przed bitwą pod Kircholmem.”

„Sam hetman – pisze Naruszewicz – pobożnym zwyczajem swoim, zachęcając żołnierzy do modlitwy, przy płaczu i gorących prośbach do siedmiu godzin klęczą przed ołtarzem, Boga zastępów na pomoc wzywał”.

Stanisław Żółkiewski całe życie tęsknił do śmierci za wiarę i Ojczyznę. O bitwie pod Kłuszynem powiada współczesny mu Mackiewicz, że „Hetman już o sobie i wszystkich nas zwątpił i jak drugi Jozue ręce do góry trzymając po wszystek czas o zwycięstwo prosił”.

„Stanisław Poniatowski”, powiada Mickiewicz, „wszędzie szukając i nigdzie nie znajdując wsparcia, gorzko opłakiwał swoją niemoc. Często na pokojach zadziwiał dworzan przyjemnością rozmowy, żywym dowcipem, wesołymi żarcikami, ale gdy został sam jeden w swoim gabinecie, padał jak długi na ziemię, jęczał pod ciężarem cierpień. Nieraz znajdowano go klęczącego przy łóżku z osłupiałym wzrokiem, z rękoma wzniesionymi do góry, ale nie miał on odwagi wyznać publicznie nieszczęście narodu. Marne uciechy odebrały mu wszystkie siły”.

Wyrzucony na jałowe piaski emigracji Seweryn Goszczyński, belwederczyk, zastanawia się nad upadkiem sprawy, za którą walczył i dochodzi do wniosku, że „bezbożność zabiła powstanie. Oto co pisze swoim pamiętniku:

„Z dwóch stanowisk można patrzeć na przyczyny upadku powstania listopadowego, jedno nazywa ziemskim lub „pańskim”, drugie religijnym, lub „chłopskim”.

„Jak za Kościuszki, tak i w 31 roku schizma wygrała wielką bitwę”.

„Mieliśmy katolicyzmy: doktrynerski, zakrystyjny, artystowski, salonowy itp., które przeciw potędze schizmy czynnej, żyjącej stawiły albo martwe formy, albo nawet wchodziły z nią w porozumienie, a nie wystąpiła do walki potęga jego istoty – i żywa, czynna istota fałszu, wzięła górę nad martwymi formami chociaż prawdy”.

Gdy Sobieski Wygrał bitwę pod Wiedniem, powiedział: „Teraz przynajmniej już Turcy nie będą mogli rzec: pokażcie nam waszego Boga”.

Tyle faktów

Kiedy się czyta pisma współczesnych naszych polityków polskich, aż dziw bierze, że tak mało, tak nieraz celowo mało wzmianek słychać o współstosunku pozytywnym religii i Polski. Pewnie: rozprawa polityczna nigdy nie może stać się traktatem teologicznym. Nie mniej przeto polityka musi umieć dostrzegać źródła siły państwowej – musi wiedzieć, gdzie tkwi najgłębszy korzeń mocy i posłuchu prawodawczego, gdzie jest założona przyczyna powodująca najwyższą jedność narodu, gdzie się ukrywa czynnik jego najgłębszej wielkości i nieśmiertelności.

Zagadnienie naszego dziejowego Adwentu kulminuje w zagadnieniu religijnym.

Jak ja się patrzę w świetle powyższego na zagadnienie: rozdziału Kościoła od państwa? Jak na hasło geniuszu żydowskiego wołającego ustami Marksa: Religia jest rzeczą prywatną? Jak na tezę Zadrugi i autora „Dziejów bez dziejów” że Polskę zgubiła religia i to religia tego poziomu co katolicyzm?

Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i kraju Trachonu, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza:
Głos wołającego na pustyni:
Przygotujcie drogę Panu,
prostujcie ścieżki dla Niego!
Każda dolina niech będzie wypełniona,
każda góra i pagórek zrównane,
drogi kręte niech się staną prostymi,
a wyboiste drogami gładkimi!
I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże.
Mówił więc do tłumów, które wychodziły, żeby przyjąć chrzest od niego: «Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc owoce godne nawrócenia; i nie próbujcie sobie mówić: „Abrahama mamy za ojca”, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone».
Pytały go tłumy: «Cóż więc mamy czynić?» On im odpowiadał: «Kto ma dwie suknie, niech [jedną] da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni». Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali go: «Nauczycielu, co mamy czynić?» On im odpowiadał: «Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono». Pytali go też i żołnierze: «A my, co mamy czynić?» On im odpowiadał: «Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie». Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem.

[ Łk 3, 1 – 16 ]

Reklamy

One response to “Na niedzielę IV Adwentu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s