Na dzień 25 grudnia

Oświadczenie NOE!
W związku z tym, iż adwent się zakończył, więc logicznym jest, iż rozważania adwentowe też powinny dobiec końca!
Niemniej jednak, O. Warszawski, poprowadził rozważania one, do 31 grudnia i tak będzie czynione!
Rzekłem! 😀

Opłatek idzie w krąg.

Dusza się zasłuchała w śpiew –

„Gloria in excelsis Deo!

A na ziemi pokój”

Gloria? Pokój ludziom?!

Nie. To nie zasłuchanie.

Dusza współczesna analizuje. Zasłuchawszy się – opamiętawszy ze wzruszeń doznanych i wychylonych do dna z pucharu chwili poczyna rozczepiać na dwoje, troje wszystko czego się tknie. Aż do niemożliwości czasem. Nic jej już nie jest proste. Ani nuta, ani słowo, ani fakt. A już najmniej hasło podawane z ojca na syna i z wieku na wiek.

Pokój ludziom?

Komu to był śpiewane? – pyta się dusza obyczajem dorastającego krytyka. Co to za treść? Czy to dla wszystkich? Względnie kto wyłączony, kto wydalony z kręgu tych, nad którymi ma się wypełnić błogosławieństwo anielskiego śpiewu?

Liturgia polska poczęła w pewnym okresie swego rozwoju śpiewać to „Gloria”, tę radosną o pokoju wieść, na całkowicie swojską nutę. Na nutę swych kolęd. Swego dziejowego śpiewu. Mali ministranci dobrze to pamiętają i co roku przed sumą świąteczną zagadują swego proboszcza niesytą niesieni ciekawością, czy aby ksiądz nie zapomni, czy pamięta, że to dzisiaj po polsku, na nutę „W żłobie leży” się śpiewa?

Więc może to naprawdę nam śpiewane? Może to – nie wyłączając innych narodów – niewspółmiernie więcej nas się tyczy? Właśnie Polski? Szczególniej naszej Ojczyzny i naszego Narodu? Może to właśnie my – męczeńskimi swymi dziejami doświadczani – staliśmy się szczególniej podatni i sposobni, by stać się przedmiotem ich błogosławieństwa.

Przecież nie było równości drogi dziejowej między nami a innymi narodami. Każdy szedł swoją, jemu pisaną drogą – a myśmy szli jedną z najkrwawszych i najbardziej bohaterskich – jeśli nie najkrwawszą i ponad wszystko bohaterską.

Opłatek idzie w krąg.

W krąg wieść śpiewanej nowiny.

Jak prostą niesie odpowiedź analizującej duszy.

Pokój ludziom „dobrej woli” – tak właśnie i tak wyraźnie czytamy w Księgach, które zapisały wypowiedź nieba. Aniołowie nie głoszą „równości”. Nie przyobiecują pokoju „wszystkim” ludziom. Nie. Tylko woli „dobrej” jest przyobiecany pokój. Dobrej – nie „złej”. Pokój „dobrym” – a nie-pokój „złym”. Ten co „każe słońcu swemu wschodzić nad dobrymi i nad złymi” – Ten pokój daje tylko dobrym. Nagroda dobrym jedynie. Złym – kara i miecz. „Mniemacie, iżem przyszedł pokój przynieść na ziemi? Zaprawdę, powiadam wam, nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz”.

A to jest sprawiedliwość – nie równość. Pokój dobrym, a niepokój złym. To życie dobremu – a śmierć wszystkiemu co złe.

Śmiesznobladym widmem staje się pseudojutrzenka powszechnej „równości” w obliczu tego dokumentu. Nad wyraz zaś jaskrawa wyrasta lekcja „sprawiedliwości” śpiewana anielskiemi chóry. Nie „równość” – lecz „sprawiedliwość”. Nie wszystkim narodom ten sam dział – lecz według przeznaczenia wziętego z góry i wedle spełnionego na dole uczynku dziejowego. Nie wszystkim to samo – lecz każdemu według jego powołania i według jego dokonania.

Opłatek idzie w krąg.

U progu stajenki pokłon oddają pasterze i mędrcy. Pozatem nikt. Gwiazda, nieba wezwały jedynie tych. Więcej nikogo. Dumna i butna Jerozolima – wznosząca tuż obok złote kopuły swej świątyni – modli się wciąż jeszcze do Jehowy słowami: Rorate coeli, „spuście nam” – lecz niebo najmniejszym znakiem. Do stóp żłóbka nie został dopuszczony nikt z mieszkańców Jerozolimy, król żaden, żaden kapłan, lewita żaden.

I to jest sprawiedliwość. Jej wymiar nieznający względu na osobę. O równości, o zrównaniu czy to wzwyż, czy zgoła w dół, śladu najmniejszego. Jest tylko łaska, jest powołanie, jest sprawiedliwość i wyrok jej orzekań.

Rewolucja Francuska wprowadziła zamęt pojęć w świat zasad społecznych. „Wolni z wolnymi i równi z równymi – pisze w pełnym zrozumieniu tego zagadnienia już Norwid – ni to oś, ni to coś. To żadni z żadnymi”. Mogą żyć społecznie jedynie sprawiedliwi ze sprawiedliwymi. Pastuszkowie z mędrcami. Sprawiedliwi ubodzy ze sprawiedliwości pełnymi bogaczami.

Opłatek – symbol sprawiedliwości – idzie w krąg. Każdy zeń okruszynę swoją bierze. Każdy cząstkę swą nierówną i o wymowie nierównej – choć z tego samego krążka i z tego samego płatka wziętą.

Rok 1793 i rok 1917 – jakie to dziwne lata, kiedy je zestawić ze sobą, lub gdy zapytać o ich pozytyw.

Kiedy nie tak dawno zapytano mędrca chińskiego, co by też sądził o Wielkiej Rewolucji Francuskiej, co by sądził o jej założeniach, a zwłaszcza o wpływie, dodatnim czy ujemnym, jaki wywarła na bieg dziejów całej ludzkości – odpowiedział po długim namyśle, że jeszcze nie czas wydać definitywny sąd o tym dokonaniu myśli i woli ludzkiej. Albowiem – tak uzasadnił swoją odpowiedź – to, co nam patrzącym się na Rewolucję Francuską z oddali 150 lat wydaje się może dobrym, to w perspektywie dziejów może się okazać się zgubne i złe.

Gdyby – w przeciwstawieniu do tego pytania – zapytać się kogokolwiek bądź z mędrców tego świata, jakimby sądem ocenić należało rewolucję bolszewicką i jej założenia, względnie dodatni czy ujemny wpływ wywołanych przez nią fal dziejowego poczynania – sąd chyba wszystkich byłby nie tak bardzo różnorodny, mimo iż nas dzieli od niej niewiele ponad ćwierć wieku.

Cobykolwiek nie powiedziano o tych dwóch rewolucjach – wiekom, które po nas będą czytały ich bez obsłonek podaną krwawą historię, wydawać się będą niezrozumiałe. Potomkowie nasi zrodzeni w nowej Pax Romana, Pax Pan – terrana niedowierzać będą opowiadaniom bardów o milionach niewinnych zamordowanych w najpotworniejszy sposób. Przesadą nazwą i chełpiącym się cierpiętnictwem poematy pisane o obozach śmierci i filmy wyświetlające ból obozów koncentracyjnych. Dziki zwierz, powiedzą, mógłby tak żywcem rozszarpywać swą zdobycz, ale nigdy nie człowiek człowieka. Nigdy nie naród naród.

Rok 1793 i 1917 – jak do złudzenia podobne są te lata w swoim przebiegu, a jak znowu ideologicznie rozpatrywane krańcowo rozbieżne. Jak prowadzą obydwa do wyłączających się w pełni haseł i założeń, a jak mimo to znać po ich owocach jedną i tę samą tajną rękę szataśko – perfidnie nimi kierującą, jeden i ten sam nieujawniający się mózg ich dziejotwórstwa. Latami rewolucyj są oba. Rewolucyj nie tyle gospodarczych i politycznych, chociaż takby się na ogół wydawać mogło powierzchownemu badaczowi, ile właśnie światopoglądowych i na wskroś ideologicznych.

Rok 1793 to rok rewolucji indywidualizmu. „Wolność, Równość i Braterstwo” – to hasła jego światopoglądu. Hasła światopoglądu indywidualistycznego. Rok 1917 to rok rewolucji totalizmu. „Niewolność, nierówność, nienawiść” – to założenia jego wszystko pożerającego totalistycznego systemu.

Jakkolwiekby bielić czy czernić te hasła i lata, poza owe dwa mianowniki w ich określaniu nie wyjdzie nikt. Cała dialektyka materialistyczna Marksa, cały dorobek filozoficzny Encyklopedystów nic tu nie wytłumaczy na lepsze, a wykazuje jedynie i podkreśla właściwe podłoże i dokonany przez ideologię rozkład społeczeństwa.

Analiza zaś tych haseł i założeń musi zreflektować i zastanowić nawet nowicjusza w dziedzinie zagadnień społecznych. Nie pozwala ślepo kroczyć pod ich sztandarem. „Bezwzględna wolność i równość – powiedział już Saint – Simon – to krwiożercze głupstwo”. A braterstwo zrodzone z takiej wolności i równości to jedynie „homo homini lupus”.

Odwrocie tych haseł to „demokratyczny” Katyń i „oswobodzona” przez Wschód Europa. O braterstwie takich środowisk lepiej chyba nie wspominać.

Jeżeli wymiot chorego organizmu należy nazwać czymś „wielkim”, to taką wielkością wielkie są właśnie rewolucje. To jest ich pozytyw. Tyle przyniósł cały przewrót idealistyczny ludzkości. To jest cały ich geniusz. Wymiot. Pozatem są triumfem bestii w człowieku, a deptaniem tego, co jest jego godnością. Są szczytem wielkich zboczeń i anomalii psychicznych, aż do obłędu perwersji włącznie.

I tylko chodząca przewrotność mogłaby się posunąć do twierdzenia, że wielkość męczenników, których zrodził szalejący bestializm rewolucyjny, jest wielkością i chlubą wieńczącą rewolucje same w sobie.

Rok 1793 i rok 1917.

Okres świąt Bożego Narodzenia przypomina nam rok inny, zgoła niepodobny do tych dwóch, a w pełni uwydatniający to, o co tamte udawały, ze walczą – przypomina rok I – szy naszej ery. Kiedy je zestawić – te trzy już daty – nie podobna, nie dostrzec jak bardzo się odcinają od siebie, jak przerażająco dziwnie zbiegają się w tym, w czym się rozchodzą.

Tu i tam lała się krew – tylko że w I – szym roku naszej ery lała się krew rzezanych niewiniątek toczona nie przez jej założyciela, lecz przez satrapę, który szukał jak go zgładzić. Tu i tam głoszono równość – tylko że rewolucje szły ścinaniem głowy i równaniem w dół ku materialistycznej równości; a Chrystus szedł budzić i stwarzać zrównanych w synostwie Bożym: „Jeden jest Ojciec wasz – wy wszyscy braćmi”. Tu i tam głoszono wolność, tylko że rewolucje szły ku zbrodniom swawoli, a tam głoszono wolność trzymającą się wiązań prawdy, „Prawda wyzwoli was”. Tu i tam śpiewano hymny Bogu, tylko że rewolucje szły w bluźnierstwach a tu rozlegało się „Hosanna”, „Chwała”.

Rok 1793 i rok 1917 – a I-y naszej ery.

Nic nie posiadają istotnościowego, coby im było wspólne. I kłamie ten co głosi, że rok pierwszy naszej ery jest dniem narodzin spersonifikowanego indywidualizmu. Oszukuje – świadomie czy nieświadomie – kto naucza, iż rok ten dniem był narodzin uświęconego totalizmu i zrealizowanego idealistycznego komunizmu. Nieprawdą jest, że w dniu tym anioły głosiły: Wolność, Równość i Braterstwo Rewolucji Francuskiej, nieprawdą, że Ewangelia dziś głoszona była zapowiedzią i zarodnią haseł rewolucji komunistycznej.

„Rok pierwszy naszej ery, rok” – jak ogłasza corocznie w czasie wieczerzy wigilijnej Martyrologium Romanum –

„5199 – ty od zarania dziejów, kiedy to Bóg we Wszechpoczątku uczynił niebo i okrąg ziem;

rok 2759 od dni potopu;

rok 2015 od urodzenia;

a 1510  od wyjścia Izraela z Egiptu, kiedy to Mojżesz im hetmanił;

rok 1032 od namazania Dawida królem;

rok 65 – go tygodni okresu przepowiedni Daniela Proroka;

rok 194 – y Olimpiady; a 152 – gi od założenia Rzymu;

rok 42 – gi panowania Oktawiana Augusta, kiedy to pokój wielki ustalił się po wszystkiej ziemi” –

ten rok jest rokiem spełniającego się nadprzyrodzeni „uniwersalizmu”. Jest jego „pełnią czasów”, jak mówi Pismo św. Jest rokiem dokonywującej się ku nadczłowieczeństwu ewolucji uniwersalistycznej. Jest zapowiedzią jej poczynających się wypełnień. Pierwszą wielką i niedwuznaczną wypowiedzią jej zasad i założeń.

„Związanie z Bogiem, Sprawiedliwość przez Boga i Miłość w Bogu” – oto radosny trójdźwięk, z którym wstępuje na widownię dziejów Ten, od którego liczyć się pocznie czas na nowo. Aż dziw, że tak trudno było je dostrzec i że tak łatwo rewolucjom udało się podsunąć ludzkości ich krańcowe wypaczenia. Ewangelia którą śpiewają nieba heroldując do czasu Bogu – Dziecinie jest niedwuznaczna pod tym względem.

„Chwała na wysokości” – to jest pierwsze, co głoszą anielskie zastępy. Chwała ma być oddana „Bogu”. To jest najpierwsze. Chwała Bogu nie ziemskiemu – ale „na wysokości”. To jest najistotniejsze. A to znaczy „wiąza” z Bogiem. Trzymanie z Nim. Poddanie i wiązanie się z Nim.

„A na ziemi pokój” – wieszczą jako drugi czynnik swej radosnej nowiny słuchającym je pasterzom. „Pokój” – tzn. pokój, o którym mówi psalmista Pański, iż jest „dziełem sprawiedliwości”. Opus iustitae pax. Pokój owocem i skutkiem – sprawiedliwość zasadą i początkiem. Sprawiedliwość! Sprawiedliwość – nie miłosierdzie. Sprawiedliwość – nie równość. Sprawiedliwość – nie siła i gwałt. I znowu sprawiedliwość nie ludzka, sprawiedliwość w oczach ludzi i kupiona od ludzi – ale sprawiedliwość głoszona przez anioła zwyż. Sprawiedliwość objawiona i udzielona łaską przez Boga.

Wiąza i sprawiedliwość – to dwoje, „ale z tych trojga większa jest miłość”. Miłość czyli „dobra wola” – jak kończą swój śpiew anioły. Dobra wola – czyli dynamizm najbardziej wewnętrzny a świadomie działający i docelowo szalejący w każdym z nas. Miłość – „dobra wola” – czyli punkt Archimedesowi i dźwignia, które mają wyważyć antyczny świat. „Dałeś nam wszystko, co dać mogłeś Panie” śpiewa w swym psalmie miłości Krasiński – „dałeś dóbr swych największe, dałeś dobrą wolę”. „Nie podobna cokolwiek znaleźć na świecie, owszem niepodobna zgoła pomyśleć cokolwiek, nawet jako możliwe, co bez zastrzeżeń jakichkolwiek mogłoby być uznawane za „dobre” jak tylko jedynie dobrą wolę” – tym rozsławionym zwrotem zaczyna Kant swą Metafizykę Obyczaju.

Wiąza i wiązanie z Bogiem, sprawiedliwość przez Boga i miłość w Bogu – to uniwersalistyczne tisagion, trój święty śpiew Nocy Przenajświętszej.

Warto sobie w tym przeto dniu szczególniej przypomnieć, że światopogląd uniwersalizmu – (nie system oczywista tu wykładany) – ma również swego proroka, ma swego wielkiego wyznawcę, ma niezrównanego w dziejach przywódcę, posiada męczennika wszechludzkiej uniwersalności.

„Twoje państwo i poddaństwo jest świat cały, o Boże!

Tyś polny kwiat, czemu Cię świat nie chce przyjąć, choć może?”

Zestawię sobie raz jeszcze te trzy daty naszej ery – rok 1793, rok 1917 i jej rok I – szy. Promieniami niby strzałami godzącymi w cel połączę wszystkie lata i wielkie daty ery przedchrystusowej z pierwszym rokiem Christi nati, jako z centrującym je wszystkie ośrodkiem i zwrotnikiem – promieniami niby odpryskami zbaczającymi z drogę połączę rok 1793 i rok 1917 z tymże rokiem I – szym – i będę usiłował stanąć myślowo we właściwym punkcie wyjścia na dalszą drogę dziejową dla mej ojczyzny; będę usiłował pchnąć swoją wolę na pnące się percie wojującego uniwersalizmu a strzec się gubiących się wśród dziejów bezdroży indywidualizmu i totalizmu; będę usiłował stanąć na właściwej odskoczni światopoglądowej wiodącej naród mój ku wielkości wedle prawdy – a nie ku błędom wedle wielkości.

Chrystus nam się narodził!

Pójdźmy – pokłońmy się Jemu.

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
wznośmy okrzyki na cześć Skały naszego zbawienia:
przystąpmy z dziękczynieniem przed Jego oblicze,
radośnie śpiewajmy Mu pieśni!
Albowiem Pan jest wielkim Bogiem
i wielkim Królem ponad wszystkimi bogami:
głębiny ziemi są w Jego ręku
i szczyty gór należą do Niego.
Morze jest Jego własnością: bo On sam je uczynił,
i stały ląd ukształtowały Jego ręce.

Wejdźcie, uwielbiajmy, padnijmy na twarze
i zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem,
a my ludem Jego pastwiska
i owcami w Jego ręku.
Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego:
Nie zatwardzajcie serc waszych jak w Meriba,
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie Mnie wasi przodkowie wystawiali na próbę
i doświadczali Mię, choć dzieło moje widzieli.
Tamto pokolenie budziło we Mnie wstręt przez lat czterdzieści,
i powiedziałem: «Są oni ludem o sercu zbłąkanym
i moich dróg nie znają».
Przeto przysiągłem w moim gniewie:
«Nie wejdą do [miejsca] mego odpoczynku».

Chrystus nam się narodził!

Pójdźmyż – pokłońmy się Jemu.

Ojcu pieśń nućmy chway

Hymn ponad hymny Synowi

Rozgłosy psalmów Duchowi Świętemu  –

Jako było na początku wszystkich stawań się,

jak czyni aż po dziś dzień wszystkość stworzenia

jak czynić będą po nas wieki wieków.

Tak niechaj będzie!

[ Invitatorium na dzień Bożego Narodzenia – Psalm 95 ]

Advertisements

One response to “Na dzień 25 grudnia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s