Z ewangelii wg Św. Mateusza

Tak; to zdecydowanie mój ulubiony fragment z Pisma Świętego:

„Nie sądźcie , że przyszedłem pokój przynieść na ziemię . Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz . Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem , córkę z matką , synową z teściową ; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy .”
Mt 10, 34 – 36

8 stycznia 1967 … R. I. P.

Tak opisywał tragiczną śmierć Zbyszka Cybulskiego, Edward Stachura w powieści: „Siekierezada – czyli zima leśnych ludzi”:

Dostał się pod koła, pokatulkało go i kaput.
— To rano było. Na ten ekspres do stolicy.

— Ale podobno do ostatniego wagonu skakał.

— Do ostatniego wagonu, ale do przednich drzwi.

— Aha, do przednich drzwi. No tak.

— Tu zrobił błąd. Żeby skoczył nie do przednich, ale do tylnych drzwi ostatniego 
wagonu, toby się tylko potłukł, ale pod koła by się nie dostał.
— Słuszna racja.

— Pocztowy wagon jest jeszcze na końcu.

— Albo na końcu, albo na samym poc
zątku, zaraz za lokomotywą. Rozmaicie doczepiają.
— Może chciał do tylnych drzwi, tylko że może, panie tego, zacięły się.

— Albo się zacięły, albo w ogóle były zamknięte.

— Mogło i tak być. Możliwe. Doleciał do tylnych drzwi, szarpnął za klamkę,
zobaczył, że zamknięte, i wtedy poleciał do przodu, do przednich drzwi. Mogło i tak być.
— Miał zginąć i zginął. To jest los. 

Witkacy

Żywych jaszczurów napiętnowane mordy
Gęgają w rudą przestrzeń bezimiennej planety.
Pokarbowane w mękę nad-istnień,
Poząbkowane w niemowlęce fałdki,
Pofałdowane w starcze uzębienia,
Żywych morderców żałobne sztylety,
Obrzmiałych serc pożądaniem gnane,
Dobiegają do tamtej mety:
Do węzłowego punktu hyperbolicznej komety.
W starczych uzębień klawikordy
Pcham słowa zmiażdżone, rozkwaszone żarem.
Padło potwora, utłuczone na rozstaju,
Wyżera pępek sobie i małym ptaszkom świdruje otwory
w tęczowych skrzydełkach.
Znam to dobrze.
I tak dobrze jest.
Widma na przełęczach świata gest
Uśmierza mękę zidjociałych tłumów.
Młodziutkie wabią się wieszcze,
Wśród krzewów pachnących i cienistych tumów.

Ona, (kto?) woła za ścianą: jeszcze!!

Na bezpowrotnej, śmiertelnej lubieży,
Tłukąc ciało o kości, z wywróconą wstecz szczęką,
Zęby płomienne z poza węgłów szczerzy
I dłubiąc pelikana dzióbkiem,
W jaskini, którą opanowały ich cienie,
Tych tłumów cienie, spatroszonych nad-bydlęcą męką.
Rozpiera wodną otchłań fajansowym kubkiem.
Ja wiem, że kłamię i że nad śmiech, konstrukcja prawdy
tylko wyższa,
Babilonową, skręconą wieżą wżera się w ciemności.
Babel, Jezabel i angielska Mabel,
Co czyta Biblję na mdłym podwieczorku,
Gdy naszej gwiazdy grzmiąca fotosfera
Parska wybuchem płonącego gazu.
Wodór się pali i Helium powiewa,
Oświetla przestrzeń pośredniego mroku.
Wieczór i świt przemierza starzec bez brody
I na przełęczy ostatecznych pojęć
Manometr świata na Nicość nastawia.
Być nim, czy też pozostać sobą,
W meta-bydlęcym, rokokowym stroju
I gzić się dalej na gwarnych pastwiskach.
Oto problemat godny kłamstw Cezara.
Zużyte zęby miamlą jeszcze pokarm
Przeżuty dawno przez podwójny worek,
Którym się szczyci dumna Pazifaë.
Elektron niańczy w magnetycznem polu

Ślepy wzrok widma wstrzymany w swej drodze.

Względność przestrzeni wszystkie linje zgina,
A ślepiec liże bezbarwne przedmioty.
Duch, jak łza czysty, bezjakościowym rzyga wciąż
fluidem…
Ludzkość, bóstw dawnych obmierzła maszyna,
Nad dawnym Tybrem spiętrza żądz wymioty,
W tygrysie fałdy, w pylniki kąkolu.
(Marabut stoi gdzieś na jednej nodze).
Zużyte wszystko, słów miazga nie cieknie
I nie spowija grozy dawnych djabłów.
Oni się korzą przed wyplutą pestką,
Tybald się boi Kainów i Ablów.
W uściskach stonóg zaklęta pantera,
Jej centki świecą, różowe i dumne.
Przez trawę pełźnie cudowna hetera,
Miażdżąc swym brzuchem słowa zbyt rozumne.
Uchyl zasłony, bo na scenę wchodzi,
Z tumorem w mózgu, sam Tumor Mózgowicz.
Co nas to wszystko właściwie obchodzi?Zmacerowany — cepem — spacerowicz.

Witkacy; „Tumor Mózgowicz”; Prolog

Niezwykły O. Charbel

https://pl.wikipedia.org/wiki/Charbel_Makhlouf

Ojcze Charbelu, który wyrzekłeś się przyjemności światowych i żyłeś w pokorze i ukryciu w samotności eremu, a teraz przebywasz w chwale nieba, wstawiaj się za nami. Rozjaśnij nasze umysły i serca, utwierdź wiarę i wzmocnij wolę. Rozpal w nas miłość Boga i bliźniego.

Pomagaj w wyborze dobra i unikania zła. Broń nas przed wrogami widzialnymi i niewidzialnymi i wspomagaj w naszej codzienności. Za Twoim wstawiennictwem wielu ludzi otrzymało od Boga dar uzdrowienia duszy i ciała, rozwiązania problemów w sytuacjach po ludzku beznadziejnych.

Wejrzyj na nas z miłością, a jeżeli będzie to zgodne z wolą Bożą, uproś nam u Boga łaskę, o którą pokornie prosimy, a przede wszystkim pomagaj nam iść codziennie drogą świętości do życia wiecznego. Amen.

st-charbel1

Medytacja na IV niedzielę adventis

Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła

Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła.

Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,

Mówiąc właśnie te słowa: „… i odpuść nam winy,

Jako my odpuszczamy” – biła bez litości.

Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności.

O prawdziwej przyjaźni

„Jedynym całkowicie bezinteresownym przyjacielem, którego można mieć na tym interesownym świecie, takim, który nigdy Cię nie opuści, nigdy nie okaże się niewdzięcznym lub zdradzieckim, jest pies… Pocałuje rękę, która nie będzie mogła mu dać jeść, wyliże rany odniesione w starciu z brutalnością świata… Kiedy wszyscy inni przyjaciele odejdą, on pozostanie…” – George G. Vest

http://www.muzeumsochaczew.pl/blog-historyczny/o-wiernym-do-konca-psie-z-bitwy-nad-bzura-1939/