8 stycznia 1967 … R. I. P.

Tak opisywał tragiczną śmierć Zbyszka Cybulskiego, Edward Stachura w powieści: „Siekierezada – czyli zima leśnych ludzi”:

Dostał się pod koła, pokatulkało go i kaput.
— To rano było. Na ten ekspres do stolicy.

— Ale podobno do ostatniego wagonu skakał.

— Do ostatniego wagonu, ale do przednich drzwi.

— Aha, do przednich drzwi. No tak.

— Tu zrobił błąd. Żeby skoczył nie do przednich, ale do tylnych drzwi ostatniego 
wagonu, toby się tylko potłukł, ale pod koła by się nie dostał.
— Słuszna racja.

— Pocztowy wagon jest jeszcze na końcu.

— Albo na końcu, albo na samym poc
zątku, zaraz za lokomotywą. Rozmaicie doczepiają.
— Może chciał do tylnych drzwi, tylko że może, panie tego, zacięły się.

— Albo się zacięły, albo w ogóle były zamknięte.

— Mogło i tak być. Możliwe. Doleciał do tylnych drzwi, szarpnął za klamkę,
zobaczył, że zamknięte, i wtedy poleciał do przodu, do przednich drzwi. Mogło i tak być.
— Miał zginąć i zginął. To jest los. 

Reklamy

Stachura

Przebyłem noc właśnie i nikt mnie nie wita

nikt mi żaden nie mówi – bądź pozdrowiony

bądź na śniadaniu tako na wieczerzy

a sen niech cię ma między tym a tamtym

 

Przebyłem noc właśnie i nikt mnie nie wita

a pracowałem ciężko nad szukaniem

nad wyszukaniem tych bram nieśmiertelnych

tych bram zatraconych poszukując

 

Przebyłem noc właśnie i nikt mnie nie spyta

nikt mnie żaden nie spyta – jak ci się szło

jak też ci się szło przez czarne listowie

 

Przebyłem noc mówię i jestem zmęczony

nie odwiedził mnie faun ani anioł stróż

ani też najmniejszy robaczek świetlisty

Przebyłem noc właśnie

Przebyłem noc właśnie i nikt mnie nie wita

nikt mi żaden nie mówi - bądź pozdrowiony

bądź na śniadaniu tako na wieczerzy

a sen niech cię ma między tym a tamtym

Przebyłem noc właśnie i nikt mnie nie wita

a pracowałem ciężko nad szukaniem

nad wyszukaniem tych bram nieśmiertelnych

tych bram zatraconych poszukując

 Przebyłem noc właśnie i nikt mnie nie spyta

nikt mnie żaden nie spyta - jak ci się szło

jak też ci się szło przez czarne listowie

 Przebyłem noc mówię i jestem zmęczony

nie odwiedził mnie faun ani anioł stróż

ani też najmniejszy robaczek świetlisty

Dużo ognia

I oto znowu jesteś
wymodlona dostojnie gazelo
na wzgórzu pomiędzy lustrami

Taka jesteś dziewica na oczach
że podpalasz mi brzuch
dużo lepiej niż głodne tygodnie

Do ciebie nie można poziomo
a z różami to płoną
i jeszcze spłonie Jerycho
o, brzydkie uczucie zazdrości

A ty lśnisz tak jak rtęć
i czy mi się zdaje że ucho
podnosisz powoli

Somniabunt

Odnalazły się marzenia
które włożyłem kiedyś
do dziurawej kieszeni
gdy noc
wielka wrona
leciała do rzeki przejrzystej-dobrej
Tamtej nocy
nietoperze pożarły wszystkie gwiazdy
białe motyle
zostały tylko czarne motyle
Prawda była wtedy jak księżyc
toczący się po gładkim zwierciadle
przez cztery tygodnie
Odnalazły się marzenia
gruby kij dębowy

Methamorfosis

Góra
chmury pękały czarne
coraz czarniejsze
jakby koni frygijskich groźne tabuny
aż grom
przeszył obraz nie dokończony jeszcze
a model spadał
głową w dół
w płótno
i wrósł
w ciepłe jeszcze kontury
nagłego olśnienia

To był już ranek
a ty się śmiałaś do mnie z portretu

Gdzie? Kolwiek?

Gdziekolwiek jesteś
Wyjdź za bramę
Idź na pola,
Słysz wołanie;
To ja wołam.

Gdziekolwiek jestem,
To mnie nie ma
Jest maligna,
Bo cię nie ma;
Jest pustynia.

Gdziekolwiek jesteś,
Też cię nie ma
Jest maligna,
Bo mnie nie ma;
Jest pustynia.

Gdziekolwiek jestem,
Tam ty jesteś;
Tak jesteśmy,
Jak milczenie
Po tej pieśni.

Jak dwa jabłka
Na czereśni.